Recenzja najnowszego tomiku poezji Jerzego Stachury.
Poezja silniejsza niż oddech śmierci?
Arkadiusz Frania
Minął zaledwie rok od ukazania się zbioru poetyckiego Jerzego Stachury Czyż nie pożycza się kwiatów, a jego wierni czytelnicy mogą zapoznać się z kolejnym tomem pt. Wiersze, które zapomniałem napisać. Główna myśl, jaka pojawiła się po pierwszej lekturze książki, to przeświadczenie, że mam do czynienia z czystą liryką, wyrosłą z przeżyć mężczyzny, znającego życie niemal od podszewki, umiejącego nazwać swoją niewiedzę, swoje bolączki, przypuszczenia, swój wiek dojrzały.
Zwróćmy uwagę na tytuł, który wyznacza jeden z duktów interpretacyjnych tomu: autotematyczność, czyli wiersze o wierszach i pisaniu. Imię książki jest przewrotne, bo czytając je dosłownie, dojdziemy do konkluzji, że obcujemy z tekstami nienapisanymi, utworami-widmami. A może zostaliśmy dopuszczeni do ich odczytania wprost z umysłu poety, z mięśni wyobraźni odpowiadających za proces pisarski. To przekora, dowodząca, iż literatura niczego nie wyjaśnia, w czym zresztą tkwi jej główna siła.
W pewnym sensie lirykiem ogniskującym większość wątków Stachurowych jest utwór o incipicie ***(Mam mało czasu):
Mam mało czasu –
jest już dawno po północy
a muszę do świtu
namalować sen
I chyba zbyt długo
dobieram kolory
do moich czarnych myśli
(s. 48).
Wiersz można odczytać i zrozumieć literalnie, do czego każdy ma prawo, ja jednak widziałbym w nim autoportret poety, który doświadcza kryzysu związanego z nieuchronnością śmierci, dlatego pragnie nadrobić stracony na nieważne sprawy czas i napisać wszystko jeszcze raz od początku. To, rzecz jasna, daremne starania, ale czyż nie będziemy także sądzeni za intencje i podejmowany wysiłek, nawet gdyby z góry był skazany na bezowocność, syzyfowość?
Wielokrotnie w centrum sytuacji lirycznych umieszczono marzenie jako wyraz tęsknoty czy nawet biegu za kimś, za czymś, może nawet za sobą innym, „naprawionym” przez życie: „W portowych tawernach kradnę marzenia” (s. 9), „jeszcze wczoraj / potykałem się / o czyjeś marzenia” (s. 13). Podmiot to mężczyzna uwikłany w świat, mężczyzna podejmujący co rusz nietrafne decyzje: „Ileż to razy myliłem nogę / w tej defiladzie życia” (s. 10).
Poeta zadaje pytanie: „Skąd we mnie smutek / bezdomnego psa” (s. 15), by w innym miejscu nie wprost udzielić odpowiedzi: „dziś boję się zasnąć / i obudzić / obok przeznaczenia” (s. 14). Czy to przeznaczenie jest kobietą, czy może jednak czarnym losem, spełnioną przepowiednią o ostatnich dniach przed odejściem w niebyt? – „Myślę o życiu / choć śmierć / klepie sobie kosę / na moim karku” (s. 32). Obudzić się, by zasnąć – taką wersję przybiera egzystencjalny dogmat, że rodzimy się, by umrzeć. Ortodoksyjni wyznawcy determinizmu dodają po „rodzimy się” słowo wyjaławiające istnienie ludzkie, pozbawiające je nadziei, czyli „tylko”. Dominuje zatem u Jerzego Stachury samoświadomość: „Zbyt krótkie życie – / dopiero stawiam pytania” (s. 39), „dzisiaj nie wiem / jak jeszcze raz zacząć / albo wszystko zakończyć / bez początku” (s. 50). W innym tekście byt staje się wartością samą w sobie, mimo iż prowadzi do nieuniknionego końca, wyczerpania:
Coraz mniej czasu
a jednak oglądam się za siebie
i często wracam
do początku drogi
Jakbym jeszcze raz
chciał się narodzić
i na nowo umierać
(s. 53).
Czas upływa, tropi zwierzę człowiecze (pojawia się wszak cytowane porównanie „ja” do „bezdomnego psa”, s. 15) jak myśliwy: „Nie liczę godzin / ale mierzę czas” (s. 35), „Goni mnie czas” (s. 36). Poeta chce zbliżyć się do „ja” („zabliźnić” z „ja”?), wyznaje też: „Powiedziałem o tobie wszystko / o sobie nawet więcej” (s. 56). Najpierw kwituje swoją obcość: „Kim jestem / sobie przecież nieznany / tobie obcy” (s. 19), by zobaczyć odbicie mężczyzny przygnębionego, choć nie jest to depresja pustki, lecz mądrości wewnętrznej; gdy podmiot liryczny patrzy w lustro, nazywa wizerunki: „widzę siebie w czarnej kałuży” (s. 54), „maluję portret starca / z trądzikiem na twarzy” (s. 41). Kres zdaje się być bliższy niż serce.
Obroną przed światem i nieodwracalnością stała się poezja. Pisanie to powołanie i misja Jerzego Stachury, dlatego każdy dzień bez wiersza jest nie tyle stracony, co jawi się jako grzech zaniechania wobec własnej twórczości, do której upoważnił poetę Bóg. Tworzenie to bowiem dar, z którego należy się „spowiadać”:
Nie namalowałem dziś obrazu
nie napisałem wiersza
i nie kochałem ciebie
Tak jakbym złamał siódme przykazanie
kradnąc Bogu dzień
(s. 15)

Jednocześnie tekst literacki nie jest zwykłym zapisem („I już mi szkoda wierszy / na marny dzień”, s. 35), skoro „Wszystko co kochałem / nazywałem wierszem” (s. 21). Liryk-dzieło człowieka zawiera zatem cenną tkankę, wartość doświadczenia: „I tylko żal / że nie poznałem tylu rzeczy / nie nazwałem ich / i nie przeżyłem wierszem” (s. 17), tak pisze człowiek coraz częściej myślący o śmierci, więc efektem jej działania jest przede wszystkim pozbawienie możliwości realizacji „ja”, które jednak szybko się nie poddaje: „jeśli nie zdążę / dokończyć ostatniego wiersza / to i drzwi / za sobą nie zamknę” (s. 29). Czy poezja, jak miłość, jest silniejsza od śmierci? Tworzenie ma moc obronną, przeistacza się w nóż, gdyż do takiego wniosku skłania mnie zestawienie fragmentów: „Śpię z wierszem pod poduszką / bo nie wiem / czego się spodziewać po nocy / i kogo wypatrywać / w porannej mgle” (s. 25), „czuję lęk / jakbym pod poduszkę / chował nóż / a dłoń w pięść zaciskał” (s. 27). Poduszka nie jawi się tu jako synonim odpoczynku, lecz lęku, niepokoju i strachu. Jeszcze wzmiankujmy barwne konteksty pisania, symbolizujące czystość (biel) i nieskończoność, wieczność (kolor niebieski): „skąd tyle wierszy / białych jak gołębie” (s. 12), „Tylko wiersze wychodziłem / na prostej drodze / w dni powszednie – / na niebiesko w kalendarzu” (s. 10).
Kiedy czytamy: „podajesz mi nadzieję / na nowy dzień” (s. 11), nie łudźmy się, że relacje między kobietą a mężczyzną mogłyby stanowić kanwę lukrowanej komedii romantycznej, znajdziemy bowiem przypadki miłosne będące konsekwencją trudnych charakterów partnerów, ich przyzwyczajeń, nieraz złej woli czy zwykłej nieumiejętności bycia we dwoje: „w sercu / już dawno rozstaje” (s. 47). Potrzeba uczucia jest jednak podstawową potrzebą człowieka bez względu na deklaracje, stąd nieco gorzkie wypowiedzi: „Nie potrafię już kochać / ale wciąż szukam miłości” (s. 34), „I zawsze szukałem miłości / choć tyle żeber / wyjąłem na próżno” (s. 21). Okopani we własnych osobowościach, wychodzimy z nich raz na jakiś czas, by spotkać się w pół drogi, nieraz za późno („Jeszcze w miłości / piszę dla ciebie wiersze / ale już niczego się nie uczę”, s. 31), czy jednak może być za późno, gdy w grę wchodzi zbawienie serca: „Jutro / wezmę winę na siebie / i pokażę ci / gdzie zakopałem marzenia” (s. 26)? Bohater tych wierszy projektuje pomyślną przyszłość: „Jutro znów będziemy szczęśliwi / Położę się obok ciebie / I niech już będzie jutro” (s. 22), choć brzmi w tej frazie pewna nerwowość, niedoczekanie, niepewność.
W twórczości Jerzego Stachury pojawia się ponownie gdyńska dzielnica Grabówek, która jest bez wątpienia podstawą emocjonalnej mitologii poety. W słowach: „I wciąż mi mało świata / choć całe życie na Grabówku” (s. 12) zamknięto pewnik, że to miejsce na ziemi stanowi część wszechświata. W liryku Z dzielnicy autor wspomina przeszłość, rojną od nietuzinowych postaci: „Poumierały chłopaki z Grabówka / bohaterowie podwórek / królowie bram i ulic” (s. 23). Wybywanie z istnienia ludzi bliskich, z kart księgi żywota ogołaca przestrzeń: „Coraz smutniej i pusto / w mojej pracowni” (s. 28). Może także do braku przyjaciół z Grabówka odwołuje się wyimek: „Już nie znajduję słów na ulicy” (s. 13).
Miałem postanowienie nie wspominać, że poeta, malarz i bard Jerzy Stachura jest bratankiem Edwarda Stachury, ale jakże pominąć ten biograficzno-mentalny „szczegół”, gdy w tomie błyszczy fraza: „piosenki / chowam w pudle gitary” (s. 45), przywołująca skojarzenia z dedykowaną przez stryja młodemu wówczas twórcy Piosenką dla Juniora i jego gitary, gdzie podkreślmy liniał: „Skocz w pudło gitary / I tam rozłóż się obozem”. Dobrze się stało, że Jerzy Stachura z równą pasją wykorzystuje wszystkie przyrodzone sobie formy artystycznego wyrazu: malowanie, pieśniarstwo i poezję.

Jerzy Stachura, Wiersze, które zapomniałem napisać, Wąbrzeskie Zakłady Graficzne, Gdynia-Wąbrzeźno 2019, 58 s.



![[foto] Kaszubski kosmos / Kaszëbsczi kòsmòs w Gdyni cz. I](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/DSCF0135-218x150.jpg)




![[foto, wideo] Śpiewać każdy może, ale czy powinien?](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/DSC00179-kopia-218x150.jpg)


![[aktualizacja] 4.01 Referendum w Kosakowie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/01/POL_gmina_Kosakowo_COA.svg_-218x150.jpg)

![[foto] Batory. Transatlantyckie love story](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/DSC00138-kopia-218x150.jpg)

![[foto] [wideo] Malta Festival 2026: konferencja prasowa](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/IMG_4626-218x150.jpg)
![Sho[r]t: Mariusz Grzegorzek w hołdzie Yayoi Kusamie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/05/Kusama2-218x150.jpg)
![[foto, wideo] Pomysły na Gdynię: Pomorskie Centrum Sztuki w Hali Łukowej](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/44a-218x150.jpg)
![[wideo] 5.06 Premiera singla „Trzy miasta” INKI i Adama Kalinowskiego](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/06/Okladka-218x150.jpg)

Świetna refleksja, którą przeczytałem z wielką przyjemnością. Pozdrawiam