„Pytasz sia, gdzie Kociewiaki majó swoje dómi…”

Bez wątpienia Kociewie nie jest najbardziej rozpoznawalną krainą Pomorza Gdańskiego. Nie ma u nas morza, czy atrakcji turystycznych przyciągających setki tysięcy gości. Nasza kultura, mowa i tradycje są pewnie mniej rozpoznawalne niż naszych sąsiadów z Kaszub. Aglomeracja trójmiejska leży już za granicami naszego regionu, co zresztą wywołuje u niektórych kompleksy, czy akty nawet zazdrości. No bo, jak to, ci Kaszubi mając już Gdynię i Słupsk, jeszcze Gdańsk za swoją stolicę uznają…

Jednak Kociewie to region wyjątkowy. Bogaty w zabytki. Od piastowskiego grodziska w Owidzu, przez zamki krzyżackie, jak ten w Gniewie i Świeciu, czy całe zespoły miejskie jak te w Skarszewach czy Gniewie, po zabytki techniki, jak tczewskie mosty. Równie bogaty krajobrazowo. Prawie cały dolny, stukilometrowy odcinek Wisły wyznacza wschodnią granicę Kociewia. Ta zachodnia biegnie przez serce Borów Tucholskich, które przecina mekka kajakarzy – Wda. Nie brak u nas imponujących jezior, z „Kociewskim Morzem” – Jeziorem Kałębie pod Osiekiem, na czele. Kociewie na północy sięga nawet po kawałek Żuław, a mamy i wzgórza, które noszą dumne miano „Alp Tymawskich”. Nieco na wyrost rzecz jasna…

To, co jednak przesądza o bogactwie Kociewia, to przede wszystkim ludzie. Kociewiacy. Naukowcy wiodą spory co do ich genezy. Niektórzy uważają, że nasi przodkowie zamieszkują Pomorze od czasów piastowskich, inni, że przybyli tu dopiero w okresie średniowiecza i nowożytności. W przeciwieństwie do języka kaszubskiego mowa kociewska to dialekt języka polskiego (zwany popularnie gwarą) i ma bardzo bliskie związki z dialektami Polski centralnej. Z drugiej jednak strony kultura materialna, zwyczaje oraz doświadczenia historyczne łączą nas mocnymi więzami z innymi Pomorzanami, zwłaszcza mieszkańcami Kaszub. Dzieliliśmy z nimi tragedie wojen z XVII i XVIII wieku, smutę zaboru pruskiego, heroiczne dzieje polskiego ruchu niepodległościowego i tragiczne wydarzenia XX wieku. Jak coś może Kociewiaków wyróżniać to fakt, że znaczna część naszej krainy od wieków leży na trasie ważnych szlaków handlowych. Od średniowiecznej „Drogi Kupców”, przez „nowożytną autostradę”, jaką była Wisła, po współczesne już linie kolejowe i „Bursztynową Autostradę” właśnie. Nie bez kozery Tczew to ciągle największy węzeł kolejowy w całym województwie.  A skutek jest taki, że Kociewiacy są niezwykle otwarci. Także na przybyszy chcących być Kociewiakami.

Mało kto tu rozlicza z przodków, zasiedzenia od pokoleń w danym miejscu, czy egzaminuje z wiedzy o regionie. Wiatry historii tak kierowały, że praktycznie w każdej epoce przybywała tu kolejna fala osadników, wzbogacających naszą społeczność. Niemieccy osadnicy sprowadzani przez cystersów w średniowieczu, menonici i olendrzy w dobrach kościelnych i królewskich w nowożytności, pruscy koloniści w XVIII i XIX wieku, chłopi z Galicji korzystający z reformy ministra Poniatowskiego w międzywojniu, czy repatrianci z Kresów po 1945 r. Najważniejsza bowiem jest identyfikacja z Kociewiem i jego tradycjami. Czego najlepszym dowodem jest fakt, że „Hymn Kociewia”, którego początek dał tytuł temu felietonowi, napisał nam Kaszuba z krwi i czynów ks. dr Bernard Sychta. Który, podobnie jak ojciec kaszubskiego regionalizmu doktor Florian Ceynowa, prawie całe zawodowe życie spędził właśnie na Kociewiu. I obaj mocno zżyli się z naszą krainą i jej mieszkańcami, co chyba nieźle o Kociewiakach świadczy…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj