Relacja Macieja Żakiewicza z zakończonego w niedzielę festiwalu „Dni Wilna w Gdańsku”.

Widziane z Gdańska: Gdańsk i wileńska tożsamość kulturowa.         

                                               

Trzydniowe „Dni Wilna w Gdańsku” w tym roku mieniły się różnorodnością spotkań, jarmarków wileńskich oraz obecnością ludowych zespołów tanecznych jak i nowoczesnych grup reprezentujących chociażby litewski jazz. Wśród wielości spotkań wybrałem te, które miały miejsce w drugim dniu, to jest 7 września 2019 roku  na dziedzińcu Forum Gdańsk. O godzinie 13.30 rozpoczęło się pierwsze z cyklu spotkań. Było nim spotkanie z Romualdem Mieczkowskim, redaktorem kwartalnika „Znad Wilii”, z okazji 30-lecia istnienia pisma. Ten zasłużony kwartalnik przynosi zawsze wiele ciekawych artykułów, informacji o dziejach kultury polskiej tworzonej w Wilnie i ziemi wileńskiej w minionych epokach, ale swoim zainteresowaniem obejmuje również dzisiejszy krąg krajów Wielkiego Pogranicza, idąc od Kijowa poprzez Mińsk do krajów bałtyckich. Rozmowę z redaktorem prowadziła  prof. Małgorzata Czermińska.

Następnie, o godzinie 14.00, rozpoczął się panel dyskusyjny „Gdańsk i wileńska tożsamość kulturowa”. Gośćmi byli: Birute Januskaite, dr Adela Kożyczkowska, Romuald Mieczkowski oraz Jarosław Zalesiński, spotkanie prowadził  dr Tomasz Snarski.

Jako pierwszy głos zabrała Birute Januskaite, przewodnicząca Związku Pisarzy na Litwie, urodzona na Suwalszczyźnie. Na wstępie przypomniała słuchaczom, że współczesna tożsamość litewska powstała pod koniec XIX wieku, w specyficznych warunkach samodzierżawia rosyjskiego, gdzie  język stał się wyróżnikiem dla każdego Litwina i jest tak ważny do chwili obecnej. Chociaż litewski zaliczany jest do starożytnych języków indoeuropejskich, to pierwsza książka pisana po litewsku powstała w 1547 roku. Birute Januskaite zauważyła również, że Litwinów obecnie jest na Litwie około 2,5 miliona. – Czy grozi nam zanik? – wyraziła niepokój Januskaite.

Jakie było społeczeństwo litewskie w okresie międzywojennym, lat wojny 1939 – 1945 oraz w czasach sowieckich? Jaki to miało wpływ na świadomość litewską? Tego zagadnienia rozmówczyni nie poruszyła. Nawiązała dopiero do czasów upadku ZSRR, kiedy rozpoczął się najnowszy etap tworzenia tożsamości litewskiej opartej o państwowość obywatelską. Jako przewodnicząca związku pisarzy litewskich pojechała pewnego razu na Wileńszczyznę. I tam, w Niemenczynie, miała opowiadać w szkołach o literaturze litewskiej. Dzieci się zbiegły i po polsku wołają do swojej nauczycielki: – Proszę Pani, proszę Pani, przyjechała pani z Litwy.

Polacy, którzy tyle doświadczyli w okresie wojny, a po 1945 roku stali się na Wileńszczyźnie ludnością wiejsko-kołchozową, której wyróżnikiem był język, kultura, folklor, tańce i religia katolicka. Po okresie sowieckim, w 1991 roku zostali rozgraniczeni na nowo w państwie litewskim i białoruskim, siedzą odtąd na pograniczu litewsko-ruskim. Jako ludzie pogranicza przed sobą geograficznie mają Wilno i Litwę Właściwą za sobą Białą Ruś. Jeżeli pamiętamy los ludzi pogranicza, chociażby Mazurów i Warmiaków, których zniszczył XX-wieczny nacjonalizm silniejszych, ich los nie jest pewny i łatwy. I zapewne tak to odczuwają. Litewski Żyd Arkadijus Vinokuras tak pisze o współczesnym społeczeństwie Litwy:

Bardzo duża część naszego społeczeństwa wciąż żyje w przedwojennej, nacjonalistyczno-patriotycznej litewskości. Ideologicznie, mentalnie. Utrzymują się podziały z tamtych czasów na „my” i „oni”.

Myślę, iż że społecznością polską jest podobnie, ale patriotyczna, nacjonalistyczna nuta jest odwrócona. A przecież tożsamość to wspólnota ludzi, którzy na co dzień obcują że sobą. O  nieporozumieniach litewsko-polskich pisze  Alicja Rybałko:

Język polski jest pełen szelestów

Litewski zaś – pełen syków.

Jak żmija na suchych liściach

Dwie hostie na moim języku.

Wspominając tożsamość gdańską, głos zabrała następnie dr Adela Kożyczkowska, mówiąc o Kaszubach jako o grupie etnicznej, kulturowej, ale silnie związanej z polskością. Z kolei Romuald Mieczkowski, urodzony w Wilnie, przytoczył zdanie Tadeusza Konwickiego, z którym przegadał wiele godzin: „My, wilnianie, nic nie musimy wymyślać, my jesteśmy z Wilna”.

Jaka jest tożsamość dzisiejszego Gdańska? Należę do pokolenia, które urodziło się długo po ostatniej wojnie, na początku dekady lat 60-tych. Mieszkam w Gdańsku od 1967 roku, ale jak ktoś pyta mnie, czy jestem gdańszczaninem, odpowiadam wymijająco. Dlaczego? Ponieważ gdańszczanin kojarzy mi się z pruskimi koszarami Wrzeszcza i wydaje mi się, że te określenie należy się Niemcom, ewentualnie Polonii gdańskiej żyjącej w tradycji zaboru pruskiego. Wychowałem się w domu, gdzie pojęcie Polak było związane z kulturą wileńską i małopolską i nie musiałem siebie wymyślać i z mozolem szukać odpowiedzi na pytanie: Kim jestem? Podobnie było z Kaszubami, samorodną perłą obmywaną przez morze. Byli u siebie. Trudno się dziwić, że mój Ojciec, Zbigniew Żakiewicz, w „Ciotuleńce” odnalazł tożsamość Kaszubów i Wilniuków. Czy zatem jesteśmy jednego losu?

Gdańsk niemiecki, po katastrofie wojennej w 1945 roku i masowych przesiedleniach, stał się„ziemią ogołoconą z pamięci żyjących”. O ile Wolne Miasto Gdańsk z okresu napoleońskiego powstało wskutek pokoju w Tylży, o tyle Gdańsk 1945 roku powstał w chwili, kiedy miasto Tylża zmieniło nazwę na Sovieck. Oto skala groźnych przeobrażeń. Dyrektor wojewódzkiej Biblioteki w Gdańsku Jarosław Zalesiński zauważył, że w Gdańsku po 1945 roku wszyscy byli przyjezdni, byli  skądś. Ale i po 1989 roku ponad 42% mieszkańców przybyło do miasta po 1956 i w późniejszych latach. Rozmówca zauważył jednak, że w społeczności nadmotławskiej istniała ciągła obecność genu wileńskiego. Szczególne znaczenie miało to w stworzeniu podstaw dzisiejszej Gdańskiej Akademii Medycznej, czyli Akademii Lekarskiej. Jej kadra założycielska przybyła do miasta w 1945 roku z Wilna. Zalesiński wspomniał również, że pisane z humorem powiastki Zbigniewa Żakiewicza w tomie „Ciotuleńka” ciepło charakteryzują główną bohaterkę – Puciatową z Wilna, zamieszkałą po wojnie na Kaszubach, jednocześnie ukazując ją  jako osobę o pewnej niezłomności charakteru.

Ciocia Puciatowa rzeczywiście istniała i dożyła 102 lat w Lipuszu koło Łubiany, jak wspominał rok temu w rozmowie ze mną obecny proboszcz lipuski ks. Jan Ostrowski. Znał ją osobiście i jej syna, który przekroczył wówczas 70 rok życia i zapamiętał, że Wilniuki zawsze miały ze sobą książki. – To był narodek pisma – mówił proboszcz Ostrowski.

Tomasz Snarski, zamykając dyskusję, poprosił o zabranie głosu obecnego na spotkaniu marszałka Bogdana Borusewicza, który zaznaczył, że Gdańsk po 1945 roku zmienił całkowicie etniczność, stał się językowo jednorodny, polski. Ludność niemiecka została wysiedlona tak „skutecznie”, że nawet Polacy z Wolnego Miasta Gdańska załapali się na Niemców, zaś Kaszubi byli traktowani jako „element niepewny”. Przypomniał, że sam pochodzi z rodziny znad Wilii. Toteż miasto Gdańsk, podobnie jak i dla wielu nowych jej mieszkańców, było dla niego miastem przez wiele lat obcym. Mama często go pytała:

Jak tam piasek na plaży nad morzem?  Czy jest drobny, bo ten znad Wilii jest drobniejszy.

– Ależ mamo, jaki drobniejszy?

– Ale po latach mogłem powiedzieć, że mama miała rację: ten znad Wilii jest drobniejszy – sentymentalnie podsumował Borusewicz.

Borusewicz tożsamość z miastem uzyskał na płaszczyźnie politycznej w 1980 roku w okresie polskiego Sierpnia, nie była to zatem tożsamość etniczna-językowa. Wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz potwierdził, że istnieje coś takiego jak „gen wileński”, który powodował, że w tym, kształtującym się wówczas społeczeństwie, istniała grupa, która zachowała własne zdanie na temat otaczającej jej rzeczywistości i ówczesnej polityki władz, a która i dzisiaj powoduje, że społeczeństwo gdańskie jest inaczej ukształtowanie i często ma własne, odbiegające od reszty kraju, zdanie na temat polityki i władzy.

O godzinie 16.00 rozpoczęło się spotkanie autorskie z Kristiną Sabaliauskaite prowadzone przez młodą polonistkę Annę Burzyńską. Litewska pisarka, której rodzina wyjechała po 1945 roku z Wilna do Polski, poza babcią, która była zakochana w Litwinie. Jej korzenie rodzinne sięgają XVII wieku. Kristina Sabaliauskaitė jest najwybitniejszą obecnie litewską pisarką, doktorem historii sztuki. Jej bestsellerowa tetralogia „Silva Rerum” została uznana za wydarzenie literackie na Litwie, doczekała się wielu nagród, a polski przekład pierwszej części cyklu znalazł się w finale Nagrody Literackiej Europy Środkowej „Angelus”. W 2015 roku Kristina Sabaliauskaitė została Kobietą Roku na Litwie. Otrzymała także nagrodę św. Krzysztofa, przyznawaną przez miasto Wilno. Nakład jej książek na Litwie osiągnął ogromną, jak na tamtejsze warunki, ilość 300 000 egzemplarzy.

Autorka, po uzyskania niepodległości przez Litwę w 1991 roku, pracowała przez 10 lat w Londynie dla litewskiej agencji informacyjnej, studiowała również w Warszawie. Tak wspomina Wilno, które pamięta jeszcze z czasów sowieckich:

„Wilno sowieckie to zniszczone ulice, odrapane kamienice, paranoidalna atmosfera panująca wśród ludzi. Kościoły zamienione w magazyny budowlane i warsztaty broni. Wilna zawsze było kojarzone tradycyjnie z ikoną Matki Boskiej Ostrobramskiej i herbem miasta św. Krzysztofem, w okresie sowieckim tę tradycję zeświecczono, wprowadzając na to miejsce Basztę Giedymina i herb miasta przedstawiającego Wilka”.

Słowem ludność, która napłynęła do stolicy z wiosek z całej Litwy czy Wileńszczyzny, nie znała tradycji miejskiej Wilna i łatwo można ją było sowietyzować. Pisarka w Bibliotece Wróblewskich odkryła XVII-wieczne silva rerum, których nie zniszczyła wojna; te Koronne, przechowywane w Warszawie, uległy zniszczeniu. I postanowiła przybliżyć Litwinom czasy po potopie. Czasy opowiadane po litewsku, które były nieznane dla obecnych pokoleń Litwinów. W dokumentach odkryła epokę zapisaną po staropolsku, łacinie, ale znalazła także krótkie ustępy pisane w bardzo prostym języku litewskim, który zdecydowanie różnił się od tego powstałego z końcem XIX wieku. 

Spotkanie było bardzo udane i interesujące dla licznego grona słuchaczy, których nie odstraszyła ulewna i chłodna pogoda. Warto nadmienić, że w tym dniu w godzinach przedpołudniowych w Czytelni Głównej Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gdańsku przy Targu Rakowym 5/6 miał miejsce pokaż filmów „Barok wileński” i wystawa zdjęć „Magiczne Wilno”. Zaś o godzinie 12.00 w Dworze Artusa na Długim Targu 44 swój jubileusz 30-lecia obchodziło Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej Oddział Pomorski. W niedzielę, w ostatnim dniu „Dnia Wilna w Gdańsku”, obok tradycyjnego Jarmarku Wileńskiego, o godzinie 12.00 miała miejsce msza święta w intencji wilnian u franciszkanów w kościele św. Trójcy, odprawiana tradycyjnie w gotyckiej kaplicy św. Anny, gdzie znajduje się wizerunek Matki Boskiej Ostrobramskiej, przywieziony tutaj z Wilna w 1945 roku.

                                                                                                                               

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj