Ósmy, gdański felieton Zbigniewa Sajnóga.

                                             

Tak krążymy w tej przestrzeni wokół Dworca Głównego i już mogłoby się zdawać, że zaczyna być nudno, że temat się wyczerpał – bo o czym by tu jeszcze? Że zatem zaraz będziemy się rozdrabniać nad coraz drobniejszymi szczegółami – ale właśnie nie, bo najpoważniejsze sprawy właśnie dopiero przed nami.

Nic tak nie rozsławiło Gdańska, jak Solidarność. Stał się miastem przesławnym, znanym nieomal w całym świecie, tam w każdym razie, gdzie docierają media.

W śródmieściu Gdańska jest taki obszar szczególnie z tym związany, nazwijmy go: modułem Solidarności. To tereny postoczniowe, Sala BHP, Plac Solidarności z Pomnikiem Poległych Stoczniowców, ECS, siedziba Związku… To tutaj prezydent światowego mocarstwa Ronald Reagan nam salutował. To tutaj przyjeżdżała sławna premier Wielkiej Brytanii i zapewniała nas, że to tu, w Gdańsku, narodził się współczesny świat.

Gdańszczanie otrzymali prezent, oto w biegu historii otworzyły się możliwości – w tym ziemskim wymiarze – nieomal nieograniczone. Na jak wiele sposobów można było ten niezwykły potencjał spożytkować? Od rzeczy oczywistej, najprostszej: atrakcyjności turystycznej, ale i: atrakcyjności inwestycyjnej, jak to bywa w sławnych miejscach – przez handicap w różnych przedsięwzięciach i oczywiście, za przyczyną zmiany sytuacji politycznej, możliwości rozwoju, wzrostu gospodarczego, pełnego wykorzystania położenia geograficznego – udziału w transporcie i handlu… I więcej, bo świat stanął przed nami otworem i mogliśmy użyć jego potencjału, by stworzyć tu miejsce znakomite.

Ale – co bodaj najważniejsze, najdonioślejsze – owa historia, owa legenda, owa marka mogły były posłużyć uczynieniu z naszego miasta platformy oddziaływania w skali globalnej. Gdańszczanie mogliby formułować i lokować w światowej Rozmowie jakieś kwestie, idee, programy, organizować i nagłaśniać przedsięwzięcia. Zabierać głos w sprawach w skali świata. To trudna do przecenienia możliwość, niezwykła. Znając bagaż naszych strasznych doświadczeń – powinniśmy tę możliwość rozpoznać i chwycić w lot, wykorzystać skwapliwie, wydobyć z niej wszystko, co odżywia, posila, wzmacnia.

Śmiem twierdzić, że szansa Gdańska – bez precedensu w historii własnej i z pewnością niezwykła w powszechnej – została zmarnowana, a możliwość stworzenia owego miasta-platformy nawet nierozpoznana.

No dobrze, ale cóż to ma wspólnego z Dworcem Głównym w Gdańsku i jego otoczeniem? Otóż to, że w otoczeniu Dworca jakże wyraźnie to widać, owa diagnoza jest w tej przestrzeni zapisana, ta kwestia w niej odciśnięta.

Od Dworca Głównego w Gdańsku nie ma przejścia do głównej strefy pamięci Solidarności. Nie ma wyrazistego wskazania i poprowadzenia do tego tak ważnego modułu Gdańska, modułu Solidarności. A powinna tam prowadzić droga piękna, reprezentacyjna. Zachęcająca, zapraszająca. Ale tak nie jest. Jest dudniąca w poprzek autostrada, jakiś tunel, a z tunelu jakiś uchyłek prowadzący na parking. Trzeba wiele już wiedzieć o Gdańsku, żeby wiedzieć, że to tędy do Solidarności.

No dobrze – powie ktoś – przecież właśnie tak przebiega ważna arteria komunikacyjna, tranzytowy ruch kołowy przez śródmieście, więc trudno tędy jakoś okazale prowadzić do modułu Solidarności, kierować tam ruch pieszy.

Tylko, co tu jest pierwsze a co wtóre? Czy bowiem ten stan rzeczy nie pokazuje jak myśli się w Gdańsku o tym dziedzictwie, jak się je traktuje? Co się w ogóle z tym dziedzictwem stało, kto nim zarządza? Czy to kwestia „zemsty Rakowskiego”, czy może problem ogólnie kłopotliwej panny „S”? Czy to skutek wewnętrznej zdrady, czy dywersji – przejęcia przez wybranych do Okrągłego Stołu? A może to jakiś inny wewnętrzny dramat Solidarności? Może bezwładność, atwórczość, pustka – i nieumiejętność lub niechęć otwarcia się? Czy to jakiś problem z marketingiem, czy może skutek ewolucjonistycznej definicji wolnego rynku, gdzie związki zawodowe są postrzegane jako coś jakby nienaturalnego, jako tylko przeszkoda – a już szczególnie, gdy trzeba pierwsze miliony ukraść. A chętnie też i wiele następnych milionów.

Ile to już spraw widzimy w tym braku drogi do Solidarności – od Dworca Głównego PKP w Gdańsku.

                                                                *

Ale może gdańszczanie nie mieli czegokolwiek do powiedzenia – światu?

Dziwne, po tym wszystkim? I czyż to nie oznaczałoby, że nie znaleźli odpowiedzi? Bo – czyż nie było o co zapytać?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj