O najnowszej premierze w Operze Bałtyckiej.

„Kawaler srebrnej róży” był przebojem ponad sto lat temu, ale dziś to prawie niemisyjna ramotka, po którą rzadko sięgają dyrektorzy scen operowych. Prawie nieemisyjna, bo dla usznych odbiorców opery* to perełka: piękna, „nośna” muzyka Richarda Straussa i pole do popisu dla trzech sopranistek (w tym jednej  spodenkowej) i bas-barytona o predylekcjach komicznych. Fabularnie to banalna komedia pomyłek miłosnych, których nawet nie trzeba streszczać bo „wszyscy” wiedzą od początku do końca o co chodzi i dlaczego, jednak gdańska realizacja zaskakuje z kilku względów.

Za reżyserię odpowiada Wojciech Faruga, reżyser wysokiego teatru artystycznego, dyrektor teatrów (najpierw Teatru Polskiego im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy, od obecnego sezonu Dyrektor Teatru Dramatycznego im. Gustawa Holoubka), z pewnym doświadczeniem operowym (w tym komediowe „Cosi fan tutte”). W koncepcji plastycznej wspiera go Katarzyna Borkowska (scenografia, kostiumy, reżyseria świateł). Co mogli zrobić z takim materiałem jak „Kawaler…” progresywni realizatorzy, by być w zgodzie ze sobą? Oczywiście: wyśmiać! Gdy mniej więcej po pół godzinie męki w pierwszym akcie opada część dekoracji, niczym w „Nocy w operze” braci Marx, zaczyna się drugi spektakl i prawie do końca dominuje nowa koncepcja komizmu: crazy comedy.

Mamy teatr w teatrze, scenografia powoli zmienia się w chaotyczny plan filmowy, w którym kilka razy pojawia się dłoń z filmu o King Kongu (jedna ze scen jak żywo nawiązuje do wersji z Jessicą Lange). W tym koktajlu wieloskładnikowym, chyba nie do końca kontrolowanym strumieniu świadomości, elementy z założenia nie pasują do siebie, wiedeńskie palmy (wiadomo – stolica Austrii leży na riwierze – uśmiech), tancerki z musicalu lub pływaczki synchroniczne (obie wersje uprawomocnione). Jeśli ktoś nie wyszedł na przerwę po pierwszym akcie, mógł obserwować wizualizacje nawiązujące do starych filmów fantastycznych klasy ostatnich liter alfabetu z ufokami i spodkiem w roli statku kosmicznego. W drugim akcie ten komizm dzielnie walczy z naiwnością libretta i trudno orzec, co jest śmieszniejsze: pomysły realizatorów czy tekst Hugo Laurenza Augusta Hofmanna Edlera von Hofmannsthala (m.in. autor, sam będąc ofiarą inwencji rodziców, kpi sobie z wielości imion nadawanych przez szlachciców na chrzcie). Jako główny element scenograficzny w trzecim akcie dłoń gigantycznej małpy zastępuje wielka muszla z dawnych musicali i filmów, na której zamknięcie w finale czekało kilkoro widzów, którzy „kupili” konwencję gatunkową. Czy się doczekali?  

Rozumiem intencje realizatorów – „Kawaler…” 1:1 jest dzisiaj niestrawny, więc trzeba zastosować ekstremalne środki zaradcze i dokonać lewatywy na ramotce. Od lat czekam, i pewnie nie doczekam się z wielu względów, podejścia w stylu braci Marx do jakiejś ramotki operowej. Obok budynku Opery Bałtyckiej jest Multikino, można zamówić dla widzów popcorn i „pojechać” na maksa. Zabiegi Farugi i Borkowskiej idą w dobrym kierunku, rozumiem świadome operowanie kiczem i nonszalancję, ale czekam na zdecydowanie więcej (śmiech).

Mimo niepełnej satysfakcji inscenizacyjnej zostałem absolutnie zauroczony śpiewem. Oczywiście najwięcej do wyśpiewania ma w spodenkowej roli Oktawiana Joanna Motulewicz, ale na ukłony zasługują także Aleksandra Kubas-Kruk (Zofia) oraz Iwona Sobotka (Feldmarszałkowa Księżna Werdenberg). W przypadku tej ostatniej imponuje szczególnie obecność w bardzo niskich rejestrach – to duża rzadkość. Honoru mężczyzn w tym bardzo feministycznym i rozerotyzowanym przebiegu „bronił” bas/baryton Bjarni Thor Kristinsson (Baron Ochs von Lerchenau). Obrona dramaturgicznie jest co najmniej trudna, bo baron złym człowiekiem był, ale islandzki śpiewak nie tylko świetnie poprowadził swoją rolę wokalnie, to jeszcze wykazał nieczęsty w operze talent komiczny. Drugi akt w jego wykonaniu to szarża zapoczątkowana delikatnym dotknięciem miecza czyli szpady w część siedzącą po nową wersję „Mumii” (śmiech).

Warto wytrzymać do końca tego nieoczywistego spektaklu mimo czterech godzin i dłużyzn, bo w finale czeka nagroda w postaci przepięknego śpiewu trzech bohaterek. Najpierw tercet, potem duet wspaniale dysponowanych śpiewaczek pozostaje na długo w uszach i pamięci, potwierdzając przez chwilę wielkość i prestiż opery jako perły w koronie teatru muzycznego. Najniższe ukłony w tej części dzieła dla Yaroslava Shemeta, który jest odpowiedzialny za część muzyczną od castingu po wykonanie. Dobrze skalibrowany dźwięk daje możliwość podziwiana czystego śpiewu i niosącej go muzyki, które w „Kawalerze…” wybrzmiały wyjątkowo.

*Odbiorcy opery dzielą się na trzy grupy: najliczniejszą uszną (znają się na muzyce, która jest dla nich najważniejsza i potrafią ją kompetentnie oceniać), ocznych (muzykę odbierają emocjonalnie i ważniejszy jest dla nich obraz, dramaturgia itd.) oraz absolutną rzadkość, czyli uszno-ocznych (dla nich opera to dzieło totalne, w którym ważny jest każdy element współtworzący całość i wielkość).

Uzyskane korzyści: bezpłatna akredytacja na premierę

zobacz wideo: Opera Bałtycka, Kawaler srebrnej róży: premierowe oklaski i ukłony

Strona spektaklu

foto z Facebooka Opery Bałtyckiej

Richard Strauss / Hugo von Hofmannstahl (tłumaczenie: Dorota Sawka), Kawaler srebrnej róży. Opera w trzech aktach. Premiera 22 maja, Opera Bałtycka w Gdańsku. Czas trwania: 240 min. z dwiema przerwami.

kierownictwo muzyczne: Yaroslav Shemet
reżyseria: Wojciech Faruga
scenografia, kostiumy, światła: Katarzyna Borkowska
I asystentka dyrygenta: Marta Szymańska
II asystentka dyrygenta: Anastasia Mudrakova
konsultantka językowa na czas produkcji premiery: Cornelia Much
pianistki-korepetytorki solistów: Liana Krasyun-Korunna, Weronika Mackiewicz
Obsada
:
Feldmarszałkowa Księżna Werdenberg – Iwona Sobotka
Baron Ochs von Lerchenau – Bjarni Thor Kristinsson
Oktawian – Joanna Motulewicz
Faninal – Jan Żądło
Zofia – Aleksandra Kubas-Kruk
Panna Marianna Leitmetzerin – Maria Olender
Valzacchi – Albert Memeti
Annina – Iwona Wall
Śpiewak – Jinxu Xiahou
Komisarz policji – Remigiusz Łukomski
Majordomus Marszałkowej/Majordomus Faninala/Oberżysta – Piotr Maciejowski
Modystka – Marzena Ostryńska
Notariusz/Portier-posługacz (Hausknecht) – Adam Zaremba
Handlarz zwierząt – Krzysztof Brzozowski/Bartosz Żołubak
Feldmarszałkowa Księżna Werdenberg (cover) – Susanne Langbein
Oktawian (cover) – Iwona Wall
Faninal (cover) – Grzegorz Pelutis
Zofia (cover) – Teresa Marut
Annina (cover) – Nataliia Tepla
Chór Dziecięcy „Canzonetta” Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. F. Nowowiejskiego w Gdańsku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj