Na Międzynarodowy Dzień Teatru od Gazety Świętojańskiej i Małgorzaty Jaworskiej.
Z empatią w teatrze
O empatii dzisiaj sporo się mówi – w mediach, w dyskursach naukowych, a także w codziennych rozmowach. I jakkolwiek granice tego pojęcia mogą się wydawać rozmyte, zazwyczaj pojawia się ono w odniesieniu do etyki.
Tymczasem w XIX stuleciu empatia była kategorią przede wszystkim estetyczną – niezbędną w obcowaniu z dziełem sztuki. Aby to wyjaśnić, najlepiej podążyć w stronę antyku, do źródeł tego słowa.
Grecka empátheia oznaczała cierpienie. Ale niekoniecznie takie, jakie nam towarzyszy, gdy sami doznajemy bólu. Chodziło raczej o cierpienie współodczuwane z innym, a zwłaszcza z bohaterem, którego los postawił przed tragicznym wyborem. Rozpacz Antygony, która wbrew prawu chce pogrzebać zwłoki brata; przerażenie Edypa, który bezwiednie stał się mężem własnej matki i mordercą swego ojca; Fatum, które sprawia, że cokolwiek człowiek zrobi, będzie złe, bo nikt nie zdoła się przeciwstawić swojemu przeznaczeniu – wszystko to w widzach zgromadzonych w teatrze budziło litość i trwogę. Och, nie, nie politowanie, które syci się poczuciem własnej wyższości w obliczu nieszczęść innego. Tamta litość była czystym współczuciem, a ściśle – współodczuwaniem. Trwoga zaś przejmowała dreszczem, ale chyba innym niż neurotyczny lęk naszych czasów. Te potężne uczucia pozwalały widzom dostąpić katharsis – oczyszczenia. W VI rozdziale swej Poetyki Arystoteles dowodzi, że w ten właśnie sposób można uwolnić swój umysł od cierpienia. To również droga poznania tajemnicy losu, a także połączenia ze wspólnotą zbiorowej mądrości i doświadczenia.
Czy w dzisiejszym, rozpędzonym świecie – świecie wybujałych potrzeb, zarówno rzeczywistych, jak wykreowanych – tak silne wzruszenia estetyczne są jeszcze możliwe?
Parę miesięcy temu przeżyłam coś takiego. Wróciłam do domu po Pieśniach Leara Teatru Pieśń Kozła i z trudem próbowałam ukoić dreszcze. A w mojej głowie rozbrzmiewał lament: lament Kordelii, lament odrzuconego dziecka, lament ludu osieroconego przez króla – lament, lament, lament…
„Składamy hołd zmarłemu królowi… Składamy hołd królestwu, które umiera… I temu, które umiera właśnie teraz, na naszych oczach…”
Po raz kolejny się wtedy przekonałam, że czas nie jest linią prostą, że meandruje, kluczy, zwija się w spiralę, a to, co działo się przed laty, dzieje się wciąż na nowo. I zatęskniłam do czasów, gdy ludzie opowiadali historie – opowiadali melicznie, śpiewem – by poprzez afekt niesiony dźwiękiem wyrazić to, co niewyrażalne.
Było to spotkanie z Tragedią (wszak tragos – kozioł, aoide – pieśń, tragedią jest także Szekspirowski Król Lear). I jak u Arystotelesa, mogłam przeżyć litość i trwogę, poczuć się człowiekiem wrzuconym w Los, skazanym na życie i na nieuchronne cierpienie. Rzadko dane mi jest katharsis, lecz tym razem go doświadczyłam – dzięki jasnym, czystym tonom, muzyce pochodzącej z najbardziej chyba naturalnego instrumentu, jakim jest ludzki głos. Czułam dreszcze, ale wywołane przez dźwięki, powodowane przez uczucia dalekie od lęku, choć trudno mi je nazwać – wiem tylko, że budzi je obcowanie z Pięknem.
Wzruszenie estetyczne jednak nie zawsze musi przenikać aż do kości. Ale zawsze ważne jest współodczuwanie i współprzeżywanie – w teatrze przecież oprócz mnie są inni widzowie i wielu z nich podziela moje uczucia.
We współczesnych definicjach empatii poza jej komponentem afektywnym podkreśla się również komponent poznawczy. To decentracja, czyli umiejętność przyjmowania cudzej perspektywy. I tu chyba można szukać związku między dzisiejszą empatią a tą dziewiętnastowieczną. Czyż bowiem da się pojąć jakiekolwiek dzieło sztuki, nie przekraczając siebie, nie rezygnując na chwilę z własnego, egocentrycznego punktu widzenia?
A może jest inaczej, może sztuka jest tylko zwierciadłem, w którym się przeglądamy?
Alberto Manguel w Mojej historii czytania pisze o narcystycznych czytelnikach, którzy w literaturze szukają własnego odbicia. Chciałabym jednak myśleć inaczej – że gdy obcuję ze sztuką, to w jakiś sposób wychodzę naprzeciw. Naprzeciw temu, kto przez swoją twórczość zrobił już krok w moją stronę.




![[foto] No limits](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/08/SAM_6474-218x150.jpg)
![[wideo, foto] Sho[r]t: Wielkomiasteczkowy Zenek Martyniuk i złe wiadomości dla radnego, czyli Letnie urodziny Gdyni](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/08/100lecielato-218x150.jpg)



![[foto] Chrzest „Wichra”](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/08/DSC08072-k-218x150.jpg)

![Sho[r]t: Najbardziej dyrektorski „Hamlet” na świecie](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/Tragedyjo-Hamleta-fot-Przemyslaw-Jendroska-11-218x150.jpg)
![[wideo] BAZAR Inicjatyw Społecznych: Polskie Stowarzyszenie Pasjonatów Kowalstwa](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/kowale-218x150.jpg)
![[wideo] BAZAR Inicjatyw Społecznych: mówi Cyprian „Cypis” Ożóg-Orzegowski](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/orzegowskimale-218x150.jpg)


![[foto] Wypłynięcie Pogorii](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/08/DSC4862-kopia-218x150.jpg)
![[foto] 11.08 Parada Morska w Gdyni (próba)](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/08/DSC07474-k-218x150.jpg)
![[foto] Beata i Bajm w Operze Leśnej](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/08/DSC03633-kopia-218x150.jpg)

