Kolejna rozmowa przedsezonowo-posezonowa. Tym razem z Martą Miłoszewską, dyrektorką naczelną i artystyczną Teatru Miejskiego im. Witolda Gombrowicza w Gdyni od 1 września 2025 r.
Ogólności i problemy
Piotr Wyszomirski: Zakładamy, że pierwszy rok pracy nowego dyrektora teatru jest okresem ochronnym. Czy problemy, z jakimi spotkała się Pani w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy, zaskoczyły Panią, czy wszystko było do przewidzenia?
Marta Miłoszewska*: Byłam przygotowana na trudny pierwszy rok, ale skala problemów mnie zaskoczyła. Rozumiem, co Pan ma na myśli, ale przyznam, że nie odczułam w minionym roku żadnej szczególnej taryfy ulgowej.
Oceniając pierwszy rok mojej dyrekcji, trzeba znać całość – również tę część pracy, której z zewnątrz nie widać. A prawda jest taka, że w okolicznościach, w których funkcjonowaliśmy, zrobiliśmy więcej, niż można było racjonalnie oczekiwać. Wieloletnich, a w niektórych obszarach wielodekadowych zaniedbań nie da się odwrócić w kilka miesięcy.
Kilka przykładów: niespełna dwa tygodnie po objęciu przeze mnie dyrekcji Teatru, ówczesna główna księgowa poinformowała mnie, że jesteśmy na progu utraty płynności finansowej. Już pierwszego dnia pracy wiedziałam, że nie mamy zabezpieczonych wystarczających środków do końca 2025 r., ale sytuacja okazała się jeszcze poważniejsza.
W pierwszym tygodniu dowiedziałam się, że główny magazyn od maja 2025 r. był użytkowany bezumownie, trzeba było go niemal natychmiast opróżnić i znaleźć inny.
Czytaj także: Nauczyłam się wybierać swoje bitwy – rozmowa z Martą Miłoszewską
Pod koniec października odkryłam raport pokontrolny ZAiKS-u z maja 2025 r., dotyczący poprzednich kilku lat. Odchodząca dyrekcja nie poinformowała mnie ani o kontroli, ani o jej wyniku. Raport wykazywał wieloletnie nieprawidłowości i kilkusettysięczne zadłużenie Teatru wobec ZAiKS-u. Sprawa była już na etapie przedsądowym. Ostatecznie, dzięki naszym wielomiesięcznym wysiłkom, udało się uniknąć sprawy sądowej, wypracowaliśmy z ZAiKS-em korzystne dla Teatru porozumienie. W sierpniu definitywnie zamknęliśmy sprawę.
Równolegle właściwie od podstaw modernizowaliśmy cyfrowo Teatr. Wymieniliśmy przestarzały system finansowo-księgowy, wdrożyliśmy profesjonalne oprogramowanie biurowe i pocztowe, w tym rzeczy tak podstawowe jak służbowe adresy mailowe dla wszystkich pracowników, wymienialiśmy najbardziej przestarzały sprzęt, szkoliliśmy pracowników, zmodernizowaliśmy system sprzedaży biletów… Poziom, który zastałam, nie odpowiadał podstawowym standardom funkcjonowania instytucji publicznej w XXI w.
Podsumowując, ten pierwszy rok miał w dużej mierze charakter audytu i gigantycznego sprzątania po zaniechaniach narastających przez dziesięciolecia. Na szczęście czujemy wsparcie naszego organizatora, czyli Miasta Gdyni, które rozumie nasze potrzeby i wspiera nas w tych w porządkach.
Wygrałam konkurs na dyrektorkę naczelną i artystyczną, a sporą część czasu i energii musiałam poświęcić na gaszenie pożarów finansowych, prawnych, administracyjnych i infrastrukturalnych, które odziedziczyłam. Czy to jest taryfa ulgowa, o której Pan mówi?
Wolałabym rozmawiać o atrakcyjniejszych dla widza sprawach: premierach, artystach, festiwalach, publiczności. Ale uczciwość wobec ogromu pracy – mojej własnej, mojej zastępczyni i całego zespołu – wymaga opowiedzenia również o tym, czego z zewnątrz nie widać.
Mimo tych okoliczności udało się zrealizować zaplanowany na miniony sezon program oraz wszystkie ważne dla mieszkańców stałe punkty repertuaru. Jestem z tego roku i naszego zespołu bardzo dumna.
Jakie są największe problemy Teatru Miejskiego im. Witolda Gombrowicza w Gdyni?
Siedziba. Budynek jest w złym stanie technicznym, ma poważne ograniczenia funkcjonalne i wymaga pilnych nakładów. Przypomnijmy że oryginalnie był to zbudowany podczas wojny garaż dla ciężarówek. Jak mówi nasz radca prawny, „budynek dożywa celu budowlanego”. Obecnie sen z powiek spędza nam kanalizacja. Od zimy zaczęły się notoryczne awarie, zagrażające funkcjonowaniu teatru. Mówiąc mniej oględnie: zdarzało się, że korytarzem płynęły nieczystości. Po wykonaniu ekspertyz okazało się, że instalacja jest w bardzo złym stanie. Właśnie realizujemy dwa pierwsze etapy niespodziewanego remontu. Trzeci, wymagający wielomiesięcznych prac projektowych, planujemy na przyszły rok.
Z jednej strony mamy nadzieję, że obecny budynek, który zaczyna być skarbonką bez dna, nie jest docelową przyszłością Teatru. Z drugiej – nowej siedziby nie buduje się szybko, więc naszym obowiązkiem jest zapewnienie bezpiecznego funkcjonowania obecnej.
I – przepraszam za dosadność – ale momentami jest to reanimowanie trupa.
Kiedy przyszłam do Teatru, część pracowników biurowych korzystała z rozpadających się mebli. Jednym z pierwszych zakupów były po prostu porządne krzesła do pracy spełniające wymogi BHP. W części magazynów i zaplecza była wilgoć, miejscami pleśń na ścianach.
Na szczęście jest też Duża Scena, to tam przez lata trafiała duża część inwestycji. Mówię o tym, bo widz przychodzący na spektakl może w ogóle nie zdawać sobie sprawy, że głębiej, za kulisami, miejscami wieje grozą. Chętnie Panu pokażę Teatr Miejski od środka, ale uprzedzam, że taka wycieczka wymaga odwagi.
Czy wiadomo coś na pewno na temat nowej siedziby TM albo remontu obecnej?
Przed wakacjami rozpoczęły się prace zespołu ds. nowej siedziby, do udziału w którym zostałam zaproszona. Wcześniej w Teatrze opracowaliśmy tzw. założenia funkcjonalne dla nowej siedziby, które przekazaliśmy Organizatorowi. Jesteśmy jednak dopiero na początku tej drogi. Nie padła jeszcze żadna data budowy, ani tym bardziej przeprowadzki. Dlatego musimy zapewnić bezpieczne funkcjonowanie obecnej siedziby.
Kadry
Zmiany to naturalny proces i nie dziwią. Proszę o informacje na temat transferów do i z Teatru: kto odszedł, a kto przyszedł od 1 września 2025 r.?
Obejmując Teatr, otrzymałam mandat do realizacji mojej koncepcji programowej, a do tego potrzebuję zespołu zdolnego ją realizować. Część zmian wynikła dość naturalnie. W minionym roku na emerytury odeszli: kierownik techniczny, kierowniczka administracyjna i główna księgowa. Odeszła także sekretarz literacka. Zyskaliśmy nowych kierowników i nową główną księgową. Zatrudniliśmy pełnomocniczkę ds. marketingu. No i last but not least: po rozstaniu się z poprzednią zastępczynią dyrektora, w styczniu dołączyła do nas nowa zastępczyni, Katarzyna Renes – ceniona menadżerka kultury i producentka z wszechstronnym, międzynarodowym doświadczeniem.
wideo: Poznajmy się: Katarzyna Renes
Ile osób liczy obecnie zespół TM?
Zatrudnienie utrzymuje się na poziomie 55-56 etatów, w tym 17 etatów aktorskich i 13 etatów w pionie biurowo-administracyjnym. To naprawdę niewielki zespół, obarczony rozbudowanymi obowiązkami. Dla porównania: w znacznie mniejszym od Gdyni, bo 180-tysięcznym Olsztynie teatr zatrudnia około stu osób, w tym około 29 aktorów, trzyosobową dyrekcję, ma ponad dwukrotnie większy budżet i działa w świeżo wyremontowanej siedzibie.
Wideo: Teatr Miejski w Gdyni, Gdynia. Fordewind: fragment spektaklu 2/2 (próba medialna)
Czy spotkała się Pani z Krzysztofem Babickim? Czy przekazał Pani jakieś przesłanie, rady albo prośby?
Nie.
Dlaczego w zespole nie ma Dariusza Szymaniaka? Czy będzie dogrywał role w tytułach, w których występował?
Pan Dariusz Szymaniak odszedł z Miejskiego w październiku 2024 r., na długo przed moją kadencją. Obecnie jest w obsadzie jednego tytułu – „Kopenhagi”, która nadal jest w repertuarze. O powody odejścia musi Pan pytać bezpośrednio pana Szymaniaka.
Nietrafiony prezent albo czekając na spektakl założycielski (recenzja spektaklu Gdynia. Fordewind)
Czy planuje Pani współpracę z lokalnymi twórcami, na przykład z Adamem Nalepą?
Planuję współpracę z lokalnymi twórcami, bo to jest teatr miejski, zakorzeniony w Gdyni. Nie zamierzam jednak zdradzać nazwisk przed podpisaniem umów. Cenię pana Adama Nalepę i śledzę jego działalność w Teatrze BOTO, ale akurat współpracy z nim nie miałam w koncepcji programowej, a on też nie zgłosił się do mnie z propozycją współpracy. Dziś mogę powiedzieć, że jesienią zaprezentujemy koncert Gdynianina Szymona Jachimka. Kolejny już zresztą, bo pierwszy był na Scenie Letniej. Zależy mi na efekcie synergii, w tym rozwijaniu współpracy z innymi miejskimi instytucjami. Obecnie jesteśmy we współpracy z Gdyńskim Centrum Filmowym i Festiwalem Polskich Filmów Fabularnych. Realizowaliśmy także wydarzenie z Biblioteką Gdynia, co chciałabym kontynuować ze względu na odwołujący się do polskiej literatury nasz profil programowy.
Dlaczego zrezygnowała Pani ze współpracy z lokalnym środowiskiem przy Gdyńskiej Nagrodzie Dramaturgicznej?
Odświeżam Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną zgodnie z koncepcją programową, z którą wygrałam konkurs. Wzmacniam przede wszystkim praktyczny wymiar nagrody, w tym nagrody finansowe, jak i jej ogólnopolskie znaczenie. Zależy mi, aby wyróżnione teksty miały realną szansę trafić na sceny i do obiegu teatralnego. Dlatego do pracy w Komisji Artystycznej i Kapitule dołączyli wybitni, cenieni w Polsce i na świecie praktycy z różnych, związanych z teatrem, branż. Temu służy także powiązanie nagrody z festiwalem R@Port, nowa nagroda specjalna Teatru Miejskiego oraz budowana przez nas Koalicja Teatrów dla Polskiej Dramaturgii, którą ogłosimy na październikowej Gali GND. To poszerzenie perspektywy i wzmacnianie znaczenia tej nagrody.
Repertuar
Jakie są plany repertuarowe na najbliższy czas?
Po wakacyjnej przerwie nowy sezon artystyczny zaczynamy 23 i 24 września spektaklem „Voyage, voyage. Cytrynowa podróż” Bogusławy Schubert prezentowanym już w ramach Festiwalu R@Port. Ogromnie polecam państwa uwadze – zagramy nietypowo, bo na dachu GCF.
29 września startujemy z naszym stałym repertuarem. A już 21-24 października zapraszamy na Festiwal R@Port połączony z Gdyńską Nagrodą Dramaturgiczną i Nagrodą dla Młodych Krytyczek i Krytyków Teatralnych im. Andrzeja Żurowskiego.
Na Dużej Scenie przygotowujemy pierwszą teatralną adaptację „Wzgórza psów” Jakuba Żulczyka w reżyserii Cezarego Studniaka, próby ruszą w październiku. Kolejną premierę, w mojej reżyserii, planujemy na wiosnę 2027 r.
Na Scenie Letniej chcemy spróbować aż dwóch nowych rzeczy, których jeszcze nie mogę zdradzić. Planujemy premiery na Darze Pomorza, scenie kameralnej, mamy plany wyjazdowe. Szczegóły zależą od finansowania, dlatego ostrożnie podaję dane.
Na R@Porcie zobaczymy monodram w Pani reżyserii. Czy w najbliższym czasie można się spodziewać w TM spektakli w Pani reżyserii? Czy powstanie coś na podstawie prozy Zygmunta Miłoszewskiego?
Pomysł zaproszenia spektaklu w mojej reżyserii „Król Komedii” z warszawskiego Teatru Komedia wyszedł od mojej zastępczyni, Katarzyny Renes. Razem z pełnomocnikiem ds. festiwalu i GND, Łukaszem Chotkowskim, przekonali mnie, że po ponad roku od objęcia dyrekcji najwyższa pora, żebym przedstawiła się Gdynianom i Gdyniankom także jako artystka. Spektakl jest w tegorocznym obiegu festiwalowym, był nominowany w Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej, przed chwilą zdobył wyróżnienie na 66. Kaliskich Spotkaniach Teatralnych, za moment będzie na Olsztyńskich Spotkaniach Teatralnych.
I tak, w tym sezonie planuję reżyserować również w Teatrze Miejskim. Moja premiera jest zaplanowana na wiosnę 2027 r., a tytuł zdradzę wkrótce. Czuję ogromną potrzebę spotkania się z naszym zespołem aktorskim w pracy twórczej.
O Zygmunta Miłoszewskiego pytał mnie Pan już rok temu i nic się w tej sprawie nie zmieniło. Nie planuję w Teatrze Miejskim adaptować twórczości mojego męża. Natomiast jeżeli ktoś jest ciekawy efektów naszej wspólnej pracy, to w warszawskim Teatrze Komedia z sukcesem grają spektakl „Jak zawsze” – powieść Zygmunta, adaptacja moja, reżyseria moja i Magdy Małeckiej-Wippich, zapraszam.
Dlaczego nie będzie „Chłopek”?
Mam nadzieję, że będą, natomiast w tej chwili nie możemy jeszcze podać konkretnego terminu. Z przyczyn niezależnych od Teatru próby do „Chłopek”, których premiera była pierwotnie planowana na połowę maja, nie mogły rozpocząć się ani przebiegać zgodnie z zaplanowanym harmonogramem. Próbowaliśmy mimo to utrzymać majowy termin premiery, ale nie było to możliwe. Musieliśmy terminowo rozpocząć próby do następnego spektaklu, „Batorego”, żeby zdążyć na inaugurację Sceny Letniej. Wiosną odbyły się wstępne warsztatowe prace nad projektem „Chłopek”. Rozważaliśmy przeniesienie premiery na początek nowego sezonu, ale ostatecznie również się nie udało. „Chłopki” pozostają dla nas ważnym tytułem i nie wykluczam powrotu do tego materiału. Zachowuję jednak ostrożność w deklarowaniu dalszych planów do czasu ich formalnego potwierdzenia.
Czy coś się „ruszyło” w kwestii festiwali i nagród?
Otrzymaliśmy pytania o możliwość pokazania spektaklu „O dwóch takich…” w reżyserii Ewy Platt na Bałkanach. Zabiegamy o włączenie w obieg festiwalowy kolejnych spektakli, mamy plany wyjazdowe. Otrzymaliśmy nominację w Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Znacząco zwiększyła się obecność Teatru Miejskiego w mediach ogólnopolskich i w środowisku teatralnym, zachęcam do sięgnięcia po recenzje. Jesteśmy zapraszani na ważne spotkania branżowe, na przykład byliśmy obecni na spotkaniu Europejskiej Sieci Menadżerów Kultury Oracle w Zagrzebiu czy Forum Młodej Reżyserii w Krakowie. To jest droga do zmiany recepcji gdyńskiego teatru: odzyskanie widoczności i obecności w ogólnopolskim i międzynarodowym obiegu. Po rozpoczęciu sezonu zdradzimy kolejne szczegóły.
Finanse i frekwencja
Ile wynosiła frekwencja w podziale na spektakle prezentowane w siedzibie i na Scenie Letniej? Jak kształtuje się frekwencja na nowych przedstawieniach? Które tytuły spadły z afisza?
Zmiana profilu repertuarowego teatru często wiąże się ze spadkiem frekwencji – to zjawisko dobrze opisane i zbadane. Nam, odpukać, na razie udaje się tego uniknąć. Frekwencja w skali sezonu utrzymuje się mniej więcej na dotychczasowym poziomie, oczywiście z wahaniami pomiędzy poszczególnymi miesiącami i tytułami. Najtrudniejszym momentem była wiosna, tradycyjnie trudna, a u nas zbiegło to się z wakatem w dziale marketingu, cała promocja opierała się na jednej osobie. Na szczęście szybko się odbiliśmy, w ostatnich miesiącach osiągamy frekwencję na poziomie 80-90 proc., w sierpniu przekroczyła 90.
Wideo: Teatr Miejski, O dwóch takich, co ukradli księżyc: fragment spektaklu (próba medialna)
Przyznaję, że zdziwiło mnie lokalne chłodne przyjęcie pierwszej premiery „O dwóch takich co ukradli księżyc” w reżyserii Ewy Platt. To najciekawsza chyba reżyserka najmłodszego pokolenia, była asystentką Luka Percevala, która prosto od nas pojechała reżyserować do Teatru Narodowego. Cenię ten spektakl, więc jeszcze o niego zawalczymy – w listopadzie powróci w trochę zmienionej formie jako „Traum Show, czyli o dwóch takich”. Chcemy być laboratorium polskiej dramaturgii.
Z drugiej strony jestem dumna, że najwyższą frekwencję w minionym sezonie miała inna premiera mojej kadencji, czyli „Batory. Transatlantyckie love story” – blisko stuprocentową.
Śpiewać każdy może, ale czy powinien? (recenzja spektaklu „Batory…”
Podkreślę jednak, że frekwencja nie może być batem na dyrektora publicznego teatru ani ostatecznym kryterium oceny jego pracy. Gdyby jedynym zadaniem teatru publicznego było zapełnianie widowni, najbezpieczniej byłoby grać farsy i lektury. Sztuka wymaga ryzyka, eksperymentu, szukania nowych języków i nowych odbiorców. I z tego ryzyka nie zamierzam zrezygnować.
Jeśli chodzi o pożegnania, to jesienią żegnamy się z „Niewolnicami z Pipidówki”.
Ile wynosi budżet TM? Jaka jest dotacja podmiotowa z UM Gdyni i jakie są przewidywane inne przychody?
Przyznana dotacja podmiotowa na rok 2026 wynosiła 8,1 mln zł, z tego ponad 7 mln zł na pokrycie stałych kosztów bieżącego funkcjonowania. Nie uwzględniało to kosztów nieprzewidzianych: spłaty wieloletniego zadłużenia wobec ZAiKS, koniecznej modernizacji cyfrowej, wspomnianego remontu kanalizacji. Czyli uregulowania odziedziczonych zobowiązań i awaryjnych prac infrastrukturalnych. O te środki występowaliśmy do Miasta osobno i zostały one przyznane.
Co do przychodów własnych Teatru, ich wysokość za cały rok będziemy mogli podać po jego zamknięciu.
Wideo: Teatr Miejski w Gdyni, Batory. Transatlantyckie love story: oklaski i ukłony
Ile kosztuje produkcja nowego tytułu i eksploatacja spektakli? Czy każdy pokaz przynosi stratę, czy są tytuły, w przypadku których przychód z biletów przewyższa koszt przedstawienia?
Na budżet dużej produkcji, na przykład na Dużą Scenę, rezerwujemy do 250 tys. zł. Kwota nie obejmuje późniejszych kosztów eksploatacji. Zasada jest prosta: pilnujemy, żeby wpływy z biletów pokrywały koszty grania. Zdarza się, że oscylujemy na granicy rentowności, ale bardzo nie lubię dopłacać do eksploatacji – choć w wielu teatrach jest to normalna praktyka.
Inaczej konstruujemy budżety Sceny TAK, czyli kameralnych, bardziej eksperymentalnych przedsięwzięć. Żeby móc pozwolić sobie na większe ryzyko artystyczne, ograniczamy ryzyko finansowe. Ich budżety są kilkukrotnie niższe. Przykładowo, „Dream, czyli jak nie zostałem Kurtem Cobainem”, który cieszy się powodzeniem, kosztował niespełna 25 tys. zł, co się udało m.in. dzięki temu, że Jacek Bała pozyskał stypendium na scenariusz, a piece gitarowe wykorzystane w spektaklu kupiliśmy przy wsparciu firmy Lauda Central Europe. A nieodpłatny dla widzów cykl muzyczny „Narodziny dźwięku” był sfinansowany ze środków Ministerstwa Kultury, pozyskanych przez Stowarzyszenie Kwadrofonik.
wideo Teatr Miejski w Gdyni, Dream – monodram Jacka Bały: oklaski i ukłony
Mamy jako Teatr ogromny atut: własne, dobrze wyposażone warsztaty oraz świetnych teatralnych rzemieślników, m.in. stolarzy, plastyczkę, wspaniałe krawcowe. To dzisiaj rzadki przywilej, który realnie obniża koszty produkcji, które na wolnym rynku potrafią być zawrotne.
Trzeba też rozróżnić koszt produkcji od kosztu eksploatacji i kosztu wznowienia spektaklu. Przy dużych obsadach, szczególnie na Scenie Letniej, samo przygotowanie wznowienia po przerwie wymaga kilku prób, obecności reżysera, choreografa, trenera wokalnego. Przykładowo, blok prób wznowieniowych do spektaklu takiego jak „Osiecka. Archipelagi”, w którym są także aktorzy gościnni, może kosztować około 6 tys. zł, zanim jeszcze zagramy pierwszy spektakl.
W ogóle Scena Letnia teoretycznie jest żyłą złota, ponieważ ma największą widownię i najwyższe ceny biletów. Ale niesie też największe ryzyko. Jesteśmy całkowicie zależni od pogody. Najgorszy wariant to przerwanie już rozpoczętego spektaklu: trzeba zapłacić pracownikom i wykonawcom, a jeśli przedstawienie nie przekroczyło połowy czasu trwania, widzom należy się zwrot ceny biletu. Jednego wieczoru może to oznaczać bardzo dużą stratę, na którą nie mamy osobnej rezerwy w dotacji.
W tym roku mieliśmy szczęście. Musieliśmy odwołać tylko jeden spektakl, z wielogodzinnym wyprzedzeniem (czyli optymalnie dla nas), ze względu na alert RCB. Poza tym pogoda nam sprzyjała. Choć przyznaję, że w każdy dzień grania na plaży w Orłowie siedziałam jak na szpilkach, śledząc prognozy pogody.
Ile kosztuje R@Port? Czy cztery małe spektakle rzeczywiście są aż tak drogie?
Krótko: tak.
Średnio: tegoroczny budżet Festiwalu R@Port to 800 tys. zł brutto, porównywalne imprezy mają budżety przynajmniej dwukrotnie większe.
Dłużej: to pytanie opiera się na błędnym założeniu, że budżet festiwalu to tylko cena eksploatacji pokazywanych spektakli. R@Port to całoroczna organizacja festiwalu: zakup i prezentacje przedstawień (nie cztery a de facto sześć, bo jest jeszcze R@Port Support i R@Port Postscriptum, nie jeden a dwa koncerty, bo pierwszy na wernisażu towarzyszącej festiwalowi wystawy Zbigniewa Libery i Marka Sobczyka (wybitnych twórców polskiej sztuki współczesnej) a drugi na Gali GND, prawa, transporty, noclegi, ubezpieczenia, obsługa biurowa, obsługa techniczna, program towarzyszący, wynagrodzenia, produkcja, promocja, koszty organizacyjne. Też przypominam, że wielkości spektaklu nie mierzy się wielkością obsady. Na przykład: „Mireczek” z Teatru Jaracza w Olsztynie, który zaprezentujemy 23 października (moim zdaniem najwybitniejszy spektakl o polskim alkoholizmie, który święci w tym roku triumfy na festiwalach) to pozornie tylko dwoje aktorów, ale bardzo skomplikowana scenografia. Albo „CUTE & AKWARD” – polska premiera najnowszego zagranicznego spektaklu Wojciecha Grudzińskiego, twórcy nagradzanego i cenionego, obecnego w europejskim teatrze. Nasi gdyńscy widzownie jako pierwsi w Polsce będą mieli okazje zobaczyć ten jego najnowszy, amsterdamski spektakl.
Ale organizacja tego typu imprezy to nie tylko koszt, ale także inwestycja. W kontakty, nową publiczność, wydarzenia, które Gdynianie mogą zobaczyć u siebie (np. „My way” Krystyny Jandy – także po raz pierwszy), potencjał organizacyjny teatru. To wszystko wpływa na teatr, wizerunek i możliwości finansowe, m.in. zainteresowanie potencjalnych fundatorów.
Marzenia, plany i zamierzenia do końca kadencji
Wygrałam konkurs z koncepcją programową na cztery lata, którą konsekwentnie realizuję. Chcę, aby Teatr Miejski był ważnym teatrem postrzeganym jako „dom polskiej dramaturgii”. Powinien mieć wyrazisty repertuar, ogólnopolską rozpoznawalność i być ważnym miejscem związanym z nową dramaturgią. Przygotowujemy powołanie Koalicji Teatrów dla Polskiej Dramaturgii, która ma doprowadzić do sytuacji, w której GND jest nie tylko nagrodą za tekst, lecz początkiem życia scenicznego. Chciałabym, żeby pod koniec mojej kadencji można było powiedzieć, że wzmocniłam nasz teatr artystycznie, zadbałam o jego widoczność w Polsce i zorganizowałam jak nowoczesną instytucję kultury. I żeby znana była konkretna data przeprowadzki do nowej siedziby.
Dziękuję za rozmowę
Wywiad autoryzowany, wyboldowania od redakcji
*Marta Miłoszewska to reżyserka, scenarzystka, wykładowczyni akademicka, dziekanka Kierunku Reżyserii Akademii Teatralnej w Warszawie (do 31.08.2025) i członkini-założycielka Gildii Polskich Reżyserek i Reżyserów Teatralnych. W 2015 r. uzyskała tytuł doktora sztuki w dziedzinie sztuk teatralnych na Wydziale Aktorskim Akademii Teatralnej, jest również absolwentką Wydziału Reżyserii tej samej uczelni (magister sztuki na kierunku Reżyseria, 2007 r.), a także Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego (magister na kierunku Dziennikarstwo i komunikacja społeczna, 2002 r.). W swoim dorobku ma liczne realizacje spektakli, m.in. w Teatrze im. S. Jaracza w Olsztynie oraz w teatrach warszawskich: Polskim, Polonia, Dramatycznym, Praskim, Żydowskim, Ateneum i Teatrze Lalka. Realizowała także produkcje filmowe i telewizyjne. Od 1 września 2026 r. dyrektorka naczelna i artystyczna Teatru Miejskiego im. Witolda Gombrowicza w Gdyni.



![[foto, wideo] Wernisaż wystawy „Baw się abstrakcją” w Poznaniu](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/09/2-218x150.jpg)
![[wideo, foto] Partytura słyszalności, czyli „Zakonnica w przebraniu” w Gdyni](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/09/zak1-218x150.jpg)

![[foto] No limits](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/08/SAM_6474-218x150.jpg)


![[wideo] BAZAR Inicjatyw Społecznych: Polskie Stowarzyszenie Pasjonatów Kowalstwa](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/kowale-218x150.jpg)
![[wideo] BAZAR Inicjatyw Społecznych: mówi Cyprian „Cypis” Ożóg-Orzegowski](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/07/orzegowskimale-218x150.jpg)

![[foto] Wypłynięcie Pogorii](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/08/DSC4862-kopia-218x150.jpg)
![[foto] Chrzest „Wichra”](https://gazetaswietojanska.org/wp-content/uploads/2026/08/DSC08072-k-218x150.jpg)

