Relacja z pokazów i spotkania pospektaklowego.

Dwa teatry, a pewnie teraz już tylko jeden

Jeśli mielibyśmy za kryterium kwalifikacyjne przyjąć dbałość o rzemiosło i wierność literackiemu pierwowzorowi, to po obejrzeniu „Hamleta” w reżyserii Jana Englerta w Teatrze Narodowym i „Historii Henryka IV” w reż. Ivana Alexandre’a w Teatrze Polskim im. Arnolda Szyfmana w Warszawie to zaryzykowałbym stwierdzenie, że mieliśmy dwa teatry narodowe (piszę w czasie przeszłym, bo nikłe jest prawdopodobieństwo kontynuacji założeń Englerta w Narodowym). To podwójne spotkanie z teatrami prowadzonymi przez nestorów polskiego teatru (Englert ur. w 1943 r., Seweryn w 1946 r.) potwierdza z każdym pokazem Festiwalu Szekspirowskiego, jak bardzo takie teatry są potrzebne szczególnie dzisiaj. Dodatkową wartością wyprawy do stolicy było uczestniczenie w rozmowie pospektaklowej prowadzonej kompetentnie i ze swadą przez Tomasza Domagałę, jedynego chyba w Polsce krytyka teatralnego z horyzontem europejskim.

Monumentalny minimalizm

Nie jest odkryciem stwierdzenie, że kroniki historyczne Szekspira nie należą dzisiaj do faworytnych tytułów reżyserów teatralnych. Oprócz „Ryszarda III” i w dużo mniejszym stopniu „Henryka IV” pozostałe wystawiane są rzadko lub incydentalnie (np. w ramach pokazów wszystkich dzieł) a przecież to blisko ¼ jego całej spuścizny teatralnej (10 na 38).

„Historia Henryka IV z opisem bitwy pod Shrewsbury między księciem Henrykiem a lordem Henrykiem Percym wraz z szelmostwami sir Falstaffa” (pełny tytuł na plakacie) w reżyserii francuskiego reżysera Ivana Alexandre’a imponuje inscenizacyjnie. To druga realizacja tego reżysera w Teatrze Polskim, pierwsza zainaugurowała dyrekturę Andrzeja Seweryna („Cyd” w 2011 r.). Architektura spektaklu przywołuje widowiska operowe, co nie dziwi, bo Alexandre często wystawia opery. W projekcie autora scenografii Antoine’a Fontaine’a wielką przestrzeń sceny Teatru Polskiego organizuje tylko kilka elementów: masywne bloki, schody, przedpole pokryte piaskiem. Dzięki obrotówce zmiany planów następują płynnie, towarzyszy im muzyka na żywo odgrywana na perkusjonaliach przez muzyka umiejscowionego na dachu jednego z bloków (Leszek Lorent). Jeszcze tylko często wykorzystywane wieloznaczeniowe, długie drzewce („grają” m.in. insygnia władzy i są orężem w walkach) oraz kostiumy (Dorota Kołodyńska). Tylko tyle, by powstało imponujące widowisko, w którym czujemy potęgę teatru, słyszymy piękno i rytm języka Szekspira (aktorzy grają na tak wielkiej scenie bez mikroportów!). Ivan Alexandre i Robert Mleczko (reżyser światła) nie epatują wizualiami, dzięki eliminacji zbędnych ozdobników i koncentracji na szczegółach wydobywają organiczność i magię teatru. Czułem się na pokazie, jakbym usłyszał dawno niesłyszaną pieśń…

A na deser przesmaczny i cudowny sir John Falstaff. Szymon Kośmider obdarował widzów bogactwem swego talentu, doprowadzając a to do łez, a to do odrzucenia, a to do zaskakujących refleksji. Aktor udowodnił, że humor może być bogaty i… filozoficzny.

Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie, Henryk IV: oklaski i ukłony

Tradycyjnie, ale zaskakująco interpretacyjnie

Pożegnalnej premierze Jana Englerta, odchodzącego po 28 latach dyrektorowania sceną narodową, towarzyszył rzadko spotykany hype skoncentrowany głównie na życiu towarzyskim i uczuciowym. Wybór „Hamleta” przez dyrektora Teatru Narodowego rezonował niezwykle, bo oprócz plotkarskiego szumu nastąpił bezprecedensowy wysyp „Hamletów” w polskim teatrze, czego najlepszym dowodem jest line-up tegorocznego Yoricka. Parafrazując złośliwego krytyka, który uważa, że polski teatr czyta w roku jedną książkę, tak tym razem był to jeden spektakl.

Sho[r]t: Najbardziej dyrektorski „Hamlet” na świecie

Inscenizacja arcydramatu w Narodowym nie zaskakuje. Englert nie lubi błyskotek i udziwnień, jest jednym z ostatnich obrońców rzemiosła i szacunku dla autora. Tak jak inscenizacyjnie jest bardzo skromnie, tak interpretacyjnie mamy spore zaskoczenia. Przede wszystkim podniesienie postaci Horacjo (Przemysław Stippa), który okazuje się dyskretnym mistrzem ceremonii. Pociąga za sznurki, wymyśla ducha ojca Hamleta, intryguje i ostatecznie okazuje się agentem Fortynbrasa, który pojawia się w zakończeniu jako Putin. Dramat Ofelii jest wzmocniony faktem, że jest w ciąży. W pierwszej scenie pojawiają się namalowane portrety ojca Hamleta, na których bez trudu rozpoznajemy wizerunek Jana Englerta.

Jestem głosem pokolenia, które nie ma nic do powiedzenia
Hugo Tarres za Taco Hemingway

To jest spektakl dwóch aktorów. Hugo Tarres nie tylko błyskawicznie przebił zniechęcający startowo hype medialny, ale stworzył kreację godną postaci. Jest delikatny, romantyczny i wzruszający. Według samego aktora na scenie jest super empatą (termin spopularyzowany przez HG Tudora). Bez wątpienia mamy do czynienia z wielkim talentem, kto wie, może aktorem pokoleniowym, wreszcie godnym swych poprzedników w mistrzowskiej sztafecie po Cybulskim, Olbrychskim i Lindzie. Wreszcie, bo od czasów młodego Lindy takiego aktora pokoleniowego nie mieliśmy, najciekawszym aspirantem był Tomasz Ziętek. Dodatkowo Tarres ujął mnie swoją przenikliwością i skromnością podczas rozmowy pospektaklowej, a ma prawo być artystą nieskromnym, wszak ma fan cluby w liceach i dostał nagrodę Andrzeja Nardellego (uśmiech). Drugim zwycięzcą jest Przemysław Stippa. W jego grze dostrzegłem… arystokrację. Swoboda, z jaką się porusza i podaje tekst, melodia i timbre głosu przypominający skalą kontratenora tworzą całość wręcz… elficką. Wiem, wiem, pojechałem, ale szukałem jakiegoś adekwatnego porównania i tak wyszło (śmiech).

Tradycjonalizm, wręcz pietyzm Englerta, choć nie porusza wystawnością, daje coś bardzo rzadkiego w dzisiejszym teatrze artystycznym (wysokim). Reżyser nie uronił ani jednego słowa z arcydramatu, dzięki czemu mogliśmy sobie przypomnieć „Hamleta” jak chyba nigdy. M.in. mieliśmy wielką radość, wysłuchując perełki w postaci całego dialogu grabarzy podanego przez Arkadiusza Janiczka i Jakuba Gawlika. Warto jeszcze zauważyć wysoką jakość finałowej szermierki, co jest kolejnym, zanikającym szczegółem w dzisiejszym teatrze.

Strona spektaklu

Zaskakująco dobra rozmowa pospektaklowa, czyli jętka jednodniówka

Jan Englert niechętnie bierze udział w rozmowach pospektaklowych. Jeśli już to czyni, bywa, że okazuje znudzenie. Tym razem było inaczej, odkręcił kran (tak żartobliwie określił swoje zamiłowanie do mówienia: „jestem jak kran, który, jak się otworzy, to leje długo”) i chętnie opowiadał i odpowiadał. Dowiedzieliśmy się m.in., że oprócz Radziwiłowicza, Stippy i córki wszyscy aktorzy biorący udział w spotkaniu byli jego studentami. Wg reżysera każda epoka ma swojego Hamleta i swojego Fortynbrasa, dlatego tak jednoznaczny adres w finale. Robić „Hamleta” można tylko wtedy, gdy ma się do tego aktorów i gdy uczył Hugo Tarresa, wiedział, że ma już aktora do tytułowej roli. Englert smucił się, że już nie gra w teatrze, a gdyby mógł zagrać w „Hamlecie”, zagrałby… Grabaża.

„Zawsze mnie denerwuje duch ojca w „Hamlecie”, dlatego postanowiłem coś z tym zrobić i wydaje mi się, że zrobiłem fantastycznie” – nieskromnie wyznał Jan Englert.

I zrobił to ciekawie. W inicjalnych scenach Horacjo wraz z kompanami udają duchy, wśród których jest duch ojca Hamleta wyjawiający szczegóły zbrodni. Możemy zastanawiać się, czy książę wierzy w ducha czy rozpoznaje mistyfikację. Wg Englerta młody Hamlet wie, że „duchy” mówią głośno o tym, co on przeczuwa, Tarres rozważał obie wersje. Taki wydawałoby się mało znaczący szczegół, z którego wiele wynika, podobnie jak z odkrycia, że Horacjo niekoniecznie jest przyjacielem.

Teatr jest jedyną sztuką, która ma tylko jeden czas: teraźniejszość. Miarą naszej twórczości, jeśli jesteśmy twórcami, nie jest to, co wysyłamy do państwa, ale to, co  wraca od państwa do nas. Więc jeśli dzisiaj wracało do nas, to państwo jesteście współtwórcami przedstawienia i to nie jest kokieteria. Co wieczór jest inna widownia i na tym polega cała frajda teatru. To jest jętka jednodniówka – zamknął Englert.

To było wyjątkowe spotkanie pospektaklowe. Chyba także nieczęste dla aktorów, bo jeden z nich odbił sympatię wysyłaną przez widzów mówiąc: Widać, że Państwo nie jesteście z Warszawy.

Strona spektaklu

Teatr Narodowy w Warszawie, Hamlet: oklaski i ukłony

Uzyskane korzyści: bezpłatne uczestnictwo w obu wydarzeniach.

Prolog 30. Festiwalu Szekspirowskiego, Warszawa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj