Moje spotkania z Piotrem Dwojackim

Opublikowano: 01.11.2017r.

Marek Baran wspomina Piotra Dwojackiego, gdańskiego aktywistę i społecznika, który zmarł w tym roku.

Moje spotkania z Piotrem

Marek Baran

Znaliśmy się dwadzieścia siedem lat. Po raz pierwszy spotkałem Piotra Dwojackiego na studiach – był moim nauczycielem. Niewiele starszym, za to bardziej przystępnym od innych.

 

Spotkanie pierwsze

To był początek lat 90-tych – wszystko wydawało się możliwe, wszystko nas zachwycało. Spotkaliśmy się w pracowni komputerowej wydziału ekonomiki produkcji UG – on w roli cicerone po tajemniczym dla nas świecie cyfrowej rzeczywistości. Rzeczywistości „trochę” innej od dzisiejszej, rzeczywistości „Doktora DOS - a” – prostej aplikacji pozwalającej zrozumieć język komend pisanych „z palca”. Był znawcą, guru i jednocześnie partnerem. Potem jeszcze kilkakrotnie spotykaliśmy się na uczelni. W czasie pewnych zajęć nazwał mnie „samotnym budowniczym” – jednym określeniem dał mi do zrozumienia, że pracując nad złożonym projektem nie można tego robić biorąc wszystko na siebie – trzeba budować zespół. Jedno małe określenie i wielka nauka na całe życie. Tak potrafił uczyć.

Spotkanie drugie

W Wyższej Szkole Administracji i Biznesu minęliśmy się (jak to on określił). Ja odchodziłem, on planował przyjście. Przymierzył się nawet do mojego biurka – opowiedziałem mu jego tajemnicę, ale okazało się, że jeszcze kilka lat „moje” biurko służyło komuś całkiem innemu.

Spotkanie trzecie

Znowu w WSAiB – tym razem po latach byłem jego gościem. To była wielka debata na temat rozbudowującego się centrum handlowego na Wzgórzu Świętego Maksymiliana. Udało mu się nakłonić projektantów do rozmów z mieszkańcami. I to w czasach, kiedy nie było to powszechnie stosowane, a wielka Warszawa po prostu przysyłała plany do wykonania w terenie. Wtedy poznałem jego nowy talent – mediacja dla dobra wspólnego.

Spotkanie czwarte

Było ich kilka - z młodziutką i nabierającą coraz więcej odwagi panią Ewą Leader (nazwisko specjalnie zmienione). Najbardziej zapamiętałem małe kameralne spotkanie w Gdańskim Parku Naukowo-Technologicznym. Chyba tylko wówczas widziałem go w roli moderatora – przywódcy. Bo chyba wszyscy zapamiętaliśmy go jednak jako mistrza drugiego planu. Zawsze nieco w cieniu – nigdy nie dbał o poklask i błyszczenie w scenicznych reflektorach. Koncentrował się zwykle na osiągnięciu celu, a nie własnym sukcesie. Taki według mnie był zawsze.

Spotkania kolejne

Było ich wiele i nie sposób je wszystkie opisać. Zwykle związane z jakąś kolejną społeczną inicjatywą - najbardziej zapadła mi w pamięć ta w Ratuszu, która dotyczyła szeroko rozumianej energii. Znowu we właściwy sobie sposób zebrał największych ekspertów w jednym miejscu i pozwolił im rozmawiać. Pamiętam jego obawę o brak energii, z którą przyjdzie nam się zmierzyć. Na szczęście na razie jego prognozy się nie sprawdziły.

Spotkanie profesorskie

To było spotkanie szczególne. Obaj byliśmy na promocji książki profesora Witolda Andruszkiewicza. Siedzieliśmy koło siebie – profesor dla nas obu był legendą. Znaliśmy go i ceniliśmy od lat. Było to bardzo dawno. Pamiętam, że w pewnym momencie Piotr zrobił zdjęcie aparatem cyfrowym, wyjął z niego kartę SD i przełożył do laptopa. Po chwili opublikował post na Facebooku. Wszyscy wiemy jak to się robi dzisiaj – wówczas była to umiejętność, którą po raz kolejny mnie zaskoczył.

Spotkanie ostatnie

Ostatnie spotkanie było na Facebooku. „Źli ludzie” trochę mnie atakowali przez prawie cały dzień i on to zauważył. Chciałem zrobić pewną rzecz, ale wszyscy byli przeciwko. Od razu zgłosił się na privie. Po kilku wymienionych zdaniach było jasne: wchodzi w to, przejmuje inicjatywę i robi to ze mną. Taki był – lubił pomagać i potrafił to robić. Niestety, nie dokończymy już tego…

Post scriptum

Wieczorem w dniu poprzedzającym śmierć Piotra znalazłem się - całkiem przypadkowo – w miejscu, które kojarzy mi się z naszym pierwszym spotkaniem. Rzadko tam bywam, ale jak już jestem zawsze wspominam nasze pierwsze spotkanie. Myślę o tym jak zmieniło się moje życie i życie w ogóle od tego czasu. Jak świat „Doktora DOS- a” zmienił się w wirtualną przestrzeń, w której dzisiaj żyjemy. Również w tamtej chwili pomyślałem o naszym pierwszym spotkaniu. Następnego dnia na ekranie mojego smartfona przeczytałem tragiczną wiadomość, o tym, że Piotr nie żyje…

 

Dziękuję Lidce Markowskiej za zdjęcie Piotra - siedzi na pierwszej ławce, które ich staraniem została postawiona we Wrzeszczu.