Kiedy gdańskie perony dogonią Polskę albo niespodziewane refleksje po targach Trako 2017

Opublikowano: 21.10.2017r.

Marek Baran dociekliwie o targach kolejowych, które stały się przyczynkiem do poważnej refleksji nad zapóźnieniem naszych peronów...

Kiedy gdańskie perony dogonią Polskę albo niespodziewane refleksje po targach Trako 2017

Marek Baran

 

 

Targi Trako to wielka impreza targowa. Co dwa lata Gdańsk staje się miejscem spotkań wszystkich specjalistów kolejowych. W tym roku przyjechali oni aż z 25 krajów. Powstały nawet specjalne strefy, w których wystawcy zostali zgrupowani. Duże wrażenie robiła „brytyjska uliczka”, która została zaprojektowana w kolorach flagi Zjednoczonego Królestwa. To już kolejna wizyta brytyjskich kolejarzy. Obok nich można było odwiedzić misje handlowe z Brukseli, Walonii, przedstawicieli z Austrii i Niemiec – zwłaszcza z Brandenburgii, Saksonii czy Badenii-Wirtembergii. Byli też przedstawicieli z Berlina, którzy zapraszali na targi do swojego miasta. To właśnie w Berlinie odbywają się największe w Europie targi kolejowe. Najbliższe odbędą się w przyszłym roku – to stało się już tradycją, że w parzyste lata targi kolejowe są w Berlinie, w nieparzyste w Gdańsku.

 

Wszystkie zdjęcia: Marek Baran

W tym roku do Gdańska przyjechało 700 wystawców i można było u nich zobaczyć wszystko, co związane jest z taborem kolejowym. I nie chodzi tu wyłącznie o pociągi, bo od kilku lat na Trako prezentowany jest również tabor tramwajowy.

 

Hale i bocznica kolejowa

 

Wystawcy prezentują się nie tylko w zamkniętej hali wystawienniczej. Część sprzętu jest wystawiona przed halą targową, gdzie zgromadzone są urządzenia i pojazdy, których nie sposób wyeksponować wewnątrz. Wszystkie urządzenia są udostępniane do zwiedzania – można do nich wsiąść, a w niektórych przypadkach – sprawdzić, jak działają.

Bardzo atrakcyjną częścią Targów Trako jest przestrzeń przylegającej do hali bocznicy kolejowej. To na niej czekają lokomotywy i najnowocześniejsze składy kolejowe. Można do nich wsiadać i zobaczyć na własne oczy czym podróżujemy w Europie.

Oczywiście najatrakcyjniejsze są przestrzenie zwykle niedostępne dla pasażerów jak miejsce motorniczego czy wejście do lokomotywy. Można też porozmawiać z maszynistami – oni potrafią opowiedzieć prawdziwe historie.

https://www.youtube.com/watch?v=to3FTmKNsJs

Trako 2017 Jeżeli masz problem z "odpaleniem" filmu, kliknij tutaj.

Co roku zwiedzam lokomotywy i widzę, jak zmienia się ich wnętrze. Coś, co jest nowinką na jednych Trako – staje się za dwa lata standardem. Pamiętam papierowe rozkłady jazdy, którymi posługiwali się maszyniści jeszcze kilka lat temu. Obecnie zdarzają się już interaktywne wyświetlacze będące centrum informacji.

 

Temat roku – toaleta w lokomotywie

 

To zaczęło się już w zeszłym roku. Polski producent lokomotyw zaproponował, jak by się wydawało, banalną rzecz – toaletę w lokomotywie. Niby nic szczególnego, ale nagle laicy zauważyli, że do tej pory jej nie było. Nadal jest to luksus i ma on również swoje złe strony. Otóż ta cudowna toaleta może być użyta około 200 razy po czym musi być opróżniona. I z tym jest problem – na stacjach końcowych taboru towarowego nie ma serwisu toalet, co kończy się tym, że toaleta jeździ zablokowana i nie może być używana. Okazuje się, że w przypadku składów osobowych jest to łatwiejsze, ale w nich maszynista może skorzystać z toalety dla pasażerów na każdej stacji. Jeśli w Europie nie powstanie sieć serwisowa dla toalet towarowych – nadal będą one niepotrzebnym gadżetem działającym przez 200 razy od każdego przeglądu serwisowego.

 

Organizacja stoisk

Od lat Trako nie mieści się w salach wystawienniczych głównej hali Międzynarodowych Targów Gdańskich. Zwykle dobudowywane były kolejne hale, które nie gwarantują wystarczającego komfortu. Podmuchy wiatru którejś jesieni niemal zwiały hale. W tym roku postawiono hale na przyległych parkingach. Powierzchnia targów radykalnie się zwiększyła, ale dotarcie do odległych stoisk wymagało dużego wysiłku. Zwłaszcza, że prawdziwe życie targowe rozgrywa się  w hali głównej. Czy można jakoś to zmienić? Chyba jest na to prosty sposób – ograniczenie wielkości jednego stoiska. Obecnie dochodzi do tego, że wielkie firmy wykupują powierzchnie kilku stoisk i stawiają na nich „kawiarnie” w których przyjmowani są goście pana prezesa. Przykładem może być firma Tracktec, która od lat stawia swój barek, a ekspozycja składa się z miniatur. Właściwą ofertę tej firmy (na przykład zwrotnice) można zobaczyć na zewnątrz. Do tego jeszcze w czasie otwartym dla zwiedzających zaczyna się impreza dostępna tylko na zaproszenia „od prezesa”, a teren otoczony jest taśmami i strzeżony przez ochroniarzy. Od lat zachodzę w głowę, co to ma wspólnego z ekspozycją kolejową. Być może stawka regresywna za każdy następny metr anektowanej przestrzeni byłaby w stanie wpłynąć na takie praktyki i przywrócić prawdziwą atmosferę targów.

 

Mini October Fest

 

Po zakończeniu oficjalnego dnia targowego rozpoczynają się na niektórych stoiskach przyjęcia dla zaproszonych gości. Ja wybrałem przyjęcie zorganizowane w formie October Fest. Od kilku lat zespół grający bawarską muzykę przyjeżdża aż z Cieszyna, żeby organizować to przyjęcie. W tym roku uświetnił imprezę wydaną przez prezesa firmy Knorr-Bremse. Oczywiście nie zabrakło przysmaków bawarskiej kuchni oraz tradycyjnego, pszenicznego piwa.

 

Zabytki

 

W tym roku moją szczególną uwagę zwróciły lokomotywy z lat 70-tych jeżdżące z zawrotną wówczas prędkością 160 km/h. Jest to prędkość z jaką dzisiaj jeździ Pendolino z Gdańska do Warszawy. W drugiej połowie XX wieku lokomotywy te były tak szybkie, że malowano je na kolor pomarańczowy – miały być z daleka widoczne. Niestety brak tras, na których można by osiągać tak duże prędkości, spowodował, że możliwości, jakie miała ta lokomotywa, nie były wykorzystywane.

Na Trako udało mi się poznać historię lokomotywy EP 05-23. Była to pierwsza lokomotywa przystosowana do prędkości w Polsce. Opiekuje się nią do dzisiaj jeden z jej maszynistów i potrafi barwnie opowiadać o jej losach. Łącznie z tragicznym dla niej dniem 9 listopada 1992 roku, kiedy prowadząc skład pociągu IC „Lech” do Poznania uderzyła w przyczepę wiozącą buraki. To był koniec jej kariery na torach.

 

Spokojne targi 2017

 

Tegoroczne targi były w miarę spokojne, jeśli chodzi o wydarzenia wyjątkowe. Polskie koleje przeżywają chyba okres stabilizacji po burzliwych czasach modernizacji i przebudowy. Wystarczy wspomnieć, że na poprzednim Trako świętowaliśmy rekord prędkości pociągu polskiej konstrukcji firmy Newag i oglądaliśmy będący wówczas w fazie testów pierwszy skład Pendolino. W tym roku nie było takich wydarzeń i wypada mieć nadzieję, że za dwa lata znowu nastąpi wysyp optymistycznych projektów.

Odnoszę wrażenie, że mniejsza była też oferta konferencji towarzyszących targom. To była bardzo ciekawa oferta pozwalająca na zobaczenie, co nowego planują najwięksi kolejowi gracze. Konferencje organizowane na bocznicy, polegające na prezentacji produktu, niezmienianego od lat, to jednak nie to samo. Chwalenie modułowości lokomotywy spowodowało, że nie doczekałem do końca tej prezentacji sprzedażowej.  A w tym roku było o czym rozmawiać – na przykład o rozwoju kolei dużych prędkości, choć na razie nie będziemy jej budować w Polsce.

 

Największe zdziwienie

 

Jeśli myślimy o największych przewoźnikach kolejowych w Polsce to zwykle mamy na myśli InterCity i Przewozy Regionalne (obecnie PolRegio). Moim dużym zaskoczeniem było, że ich łączny udział w rynku wynosi jedynie 38% (dane według UTK za I kwartał 2017). Kto zatem jest na pierwszym miejscu? Też byłem zdziwiony – Koleje Samorządowe. Mają one 49% rynku przewozów pasażerskich w Polsce. W skład Kolei Samorządowych wchodzą Koleje: Wielkopolskie, Śląskie, Dolnośląskie, Małopolskie, Mazowieckie oraz Ariva, SKM (Warszawa), SKP i WKD. To właśnie ta grupa tworzy największą grupę kolejową. Czy zmieni ona w przyszłości obraz polskiego rynku kolejowego? Można mieć powoli nadzieję, bo Koleje Mazowieckie od lat testują sezonowy pociąg Słoneczny z Warszawy do Gdyni. Gdyby powstała alternatywa na trasie Warszawa Gdańsk byłby to ważny etap w rozwoju polskich kolei. Pozwoliłby na większą mobilność gdańszczan (i warszawiaków).

I dla porządku wypada dodać, że nasza trójmiejska SKM-ka ma 11% udziału w rynku. Tylko trochę mniej niż Intercity (15%).

 

Problem informacyjny

 

Skoro nie udało mi się w tym roku znaleźć tematu wiodącego, postanowiłem pochylić się nad pewnym delikatnym problemem. Od dwóch lat na głównym dworcu w Gdańsku nie działają informatory na peronach dalekobieżnych. Nieraz, stojąc na peronie, musiałem tłumaczyć Włochom, Anglikom a nawet Chińczykom, że co prawda wjeżdża pociąg do Gdyni, ale oni mają bilet na przejazd całkiem innego przewoźnika i nie mogą wjeżdżającym właśnie pociągiem pojechać.

Dwa dni po Trako znowu jechałem z drugiego peronu do Gdyni. Tym razem było jeszcze gorzej, bo peron jest w remoncie – dość specyficznym, bo chyba tylko w nocy go remontują. Za dnia nie było śladu ekipy budowlanej, za to potężne światła zdradzały, że chyba nocą ruszają prace remontowe. I to właśnie stojąc na peronie spotkałem Włochów, którzy oczywiście chcieli jechać do Gdyni. Pociąg PolRegio był opóźniony i nie było o tym żadnej wiadomości na peronie, a megafon milczał. Włosi bezradnie usiłowali zrozumieć nasz rozkład jazdy. W końcu pokazali mi bilet – dzieło ostatnich przemian. Na blankiecie sygnowanym Intercity mieli bilet na SKM. Na szczęście udało mi się szybko wytłumaczyć, że pociągi na który mają bilety odjeżdżają z tego peronu, na którym są informatory.

Czy zorganizowanie takiego systemu jest trudne i drogie, skoro PLK od ponad dwóch lat nie daje sobie z nim rady? Przez wszystkie dni Trako usiłowałem skontaktować się z rzecznikiem prasowym. Nie wiem, co robił, ale na pięknym stoisku PKP nie był osiągalny. Może był zajęty rozmowami z prezesem w barze Trackteca? Nie wiem, ale ile razy próbowałem prosić o spotkanie, albo już wyszedł, albo jeszcze nie przyszedł. Równie trudno rozmawiało mi się z pracownikami Telekomunikacji Kolejowej Grupy PKP. Tutaj okazało się, że chyba potrafią podłączyć wyświetlacze do systemu, ale to zależy…

Widząc, jaki to robi kłopot PKP, poszedłem do fachowców, którzy instalują takie systemy dla Deutsche Bahn i już wiem jak to zrobić. Teraz podzielę się tą wiedzą z PKP, bo może to pomoże im rozwiązać nierozwiązywalny (od lat) problem na gdańskim peronie.

Po pierwsze trzeba zakupić wyświetlacze. W zależności od technologii mogą one być tańsze lub droższe. Do wyboru są proste wyświetlacze LCD – wyświetlające kilka linii tekstu oraz wyświetlacze w postaci paneli wysokiej jakości. Najnowszą technologią jest e-ink, wyświetlacze stosowane do czytników e-booków. Te są na razie najdroższe i tylko najlepsze koleje świata mogą sobie na nie pozwolić. Wyświetlacze trzeba zamontować w specjalnych obudowach, które są odporne na nasze warunki atmosferyczny – temperaturę i opady deszczu, a w zimie śniegu. Ceny wahają się od 3-4 tysięcy za jeden wyświetlacz (już odporny na warunki zewnętrzne) do około 10 tysięcy za panel pozwalający wyświetlać informacje w pełnej gamie barw. Wyświetlaczy opartych na e-ink nikt jeszcze nie proponuje w Polsce, ale jak sprawa wyświetlaczy na gdańskich peronach przeciągnie się do następnych targów, to chyba będzie można pomyśleć o tej metodzie.

 

Wyświetlacze trzeba zawiesić na peronach i podłączyć do prądu i infrastruktury informatycznej kolei. Nie mając jasnej odpowiedzi czy Telekomunikacja Kolejowa Grupa PKP jest w stanie to zrobić, zapytałem wystawców i okazało się, że potrafią takie rzeczy robić. Chodzi tu o takie „podpięcie” pod system, żeby człowiek nie musiał ręcznie zmieniać informacji. Jeśli na przykład pociąg będzie miał spóźnienie to system sam będzie sterował informacjami. Będąc ostatnio w Toruniu widziałem, że taki system działa – pokazywał z dokładnością do jednej minuty czas spóźnienia, zanim pojawiał się komunikat z megafonu. Pamiętam dokładnie tę sytuację, bo miałem 19 minut na przesiadkę w Bydgoszczy i z niepokojem patrzyłem na zmieniającą się informację o spóźnieniu: 15, 16, 17 minut. Taki system wymaga jednorazowego wdrożenia i nie jest później pobierana żadna opłata za obsługę. Zapytałem właśnie o to, bo pomyślałem, że może to jest powodem, że systemu nie ma na gdańskich peronach. Być może PLK oszczędza na comiesięcznym abonamencie? Okazało się, że oszczędności nie ma, więc powód, dla którego pasażerowie od lat nie wiedzą, jaki pociąg wjeżdża na peron i z jakiej jest firmy kolejowej – nadal jest wielką zagadką.

 

Gdańska tradycja peronowa?

 

Czy problem braku wyświetlaczy peronowych jest tylko na dworcu głównym? Nie – w Gdańsku Oliwie też ich nie ma. Nie ma ich nawet na niedawno remontowanych peronach w Gdańsku Wrzeszczu. Szczególnie we Wrzeszczu ten brak jest uciążliwy – powstał tam całkiem nowy peron, który obsługuje miedzy innymi nowo powstałą Pomorską Kolej Metropolitalną. Podobno jest jakaś wielka tajemnica związana z tablicami peronowymi na tym dworcu, ale ja jej jeszcze nie znam.

 

Najbliższe dostępne tablice peronowe w Sopocie

 

Jeśli ktoś chciałby zobaczyć działające w Trójmieście tablice informacyjne na peronach, musi niestety opuścić powiat gdański i udać się do Sopotu. Dopiero tam działają one poprawnie.

Na razie na dworcu Gdańsk Główny można najwyżej obejrzeć reklamy emitowane na zamontowanym na 1. peronie monitorze.

 

Dwa lata oczekiwania

 

Przed nami dwa lata do kolejnych Trako. Zawsze z niecierpliwością na nie czekam. Co się zdarzy do tego czasu na gdańskich torach? Mam nadzieję, że opisany problem peronowych wyświetlaczy zostanie w końcu rozwiązany. Mam nadzieję, że kłopot z taborem tramwajowym zostanie rozwiązany i nie będzie już tylu wypadków co w ostatnim czasie, a stare, „zabytkowe” składy pozostaną wyłącznie na specjalne okazje. Mam nadzieję, że na gdańskich torach pojawi się nowoczesny tabor szynowy – zarówno na dalszych trasach (PolRegio) jak i tych krótszych (Gdańskie Autobusy i Tramwaje). Mam nadzieję, że ruszy w Gdańsku chociaż jedna linia autobusów elektrycznych ładowanych w czasie zatrzymań na przystankach. Takie technologie widziałem już dwa lata temu, ale w naszym mieście dystrybutor prądu skupia się na prywatnym transporcie, a władze lubią spektakularne rozwiązania popierać a nie inwestować w innowacje. Mam nadzieję, że SKM w Trójmieście zacznie w końcu jeździć w przyzwoity sposób i „efekt metro” zacznie obowiązywać jako „efekt SKM”. Dzisiaj spóźnienie się na kolejkę w Sopocie po godzinie 19:00 w dzień powszedni skutkuje półgodzinnym oczekiwaniem na dworcu, na którym wszystko jest już zamknięte. Mam też nadzieję, że Kolej Metropolitalna, tak wyczekiwana na kolejnych Trako w końcu zacznie spełniać pokładane w niej nadzieje. Przyjazny rozkład jazdy i jego stałość musi spowodować zmianę zachowań transportowych mieszkańców Kartuz, Kościerzyny i okolic.

 

Na mojej liście marzeń widziałbym też udrożnienie szlaku kolejowego do Słupska. Obecne połączenie to efekt decyzji, która dała niegdyś monopol SKM PKP na obsługę tej trasy. Dzisiaj dojazd koleją do tego pięknego i nie tak małego miasta  to istny koszmar. Dwie i pół godziny jazdy i konieczność przesiadki w Gdyni żeby dostać się do Gdańska to absurd kolejowy. W końcu to tylko około 120 km! Brak konkurencji ze strony Przewozów Regionalnych (PolRegio) odcina nie tylko Gdańsk od Słupska, ale i od Koszalina, Kołobrzegu, Ustki. To chyba największy obecnie problem kolejowy na Pomorzu.

Strona Targów TRAKO

12. edycja Międzynarodowych Targów Kolejowych TRAKO, 26-29.09. 2017.

https://www.youtube.com/watch?v=aP6-GgdjRXU

TRAKO / Official Video Jeżeli masz problem z "odpaleniem" filmu, kliknij tutaj.