Podatek od linków: Komisja Europejska ukrywa informacje bo prawda... wprowadziłaby ludzi w błąd

Opublikowano: 22.02.2017r.

Nowy rodzaj praw dla wydawców prasy może wprowadzić tzw. podatek od linków. Ten pomysł dał kiepskie skutki w Niemczech i Hiszpanii, ale może być wdrożony w całej UE. Dlaczego Komisja się przy tym upiera? Mogłyby to wyjaśnić dokumenty, które niestety ujawniono w postaci "zredagowanej" gdyż... opinia publiczna mogłaby źle je zrozumieć informuje Dziennik Internautów.

Tydzień temu pisaliśmy o tajemniczych okolicznościach reformowania prawa autorskiego w UE. Jak już wspominaliśmy, Komisja Europejska zaproponowała takie zmiany w unijnym prawie autorskim, które są dziwnie zbieżne z życzeniami przemysłu nagraniowego oraz niektórych dużych wydawców prasy.

Unia zmierza w stronę zautomatyzowanej cenzury i wprowadzenia tzw. podatku od linków. Jednocześnie Komisja Europejska nie chce ujawnić jak ta cała reforma powstała. Okazało się, że w czasie prac nad projektem wytworzono tylko jednego maila, którego treść pozostaje niejawna gdyż Komisja obawia się, że ujawnienie mogłoby zagrozić dalszym losom reformy(!).

Dokumenty o "podatku od linków"?

Teraz okazuje się, że jest więcej takich dokumentów, które dotyczą reformy i nie mogą być ujawnione.

W sierpniu ubiegłego roku Mathias Schindler z biura eurodeputowanej Julii Redy zwrócił się z wnioskiem o dostęp do informacji publicznej do Dyrekcji Generalnej ds. Sieci Komunikacyjnych, Treści i Technologii (DG CONNECT). Jest to jedna z jednostek podlegających Komisji Europejskiej.

Shindler poprosił o wszelkie dokumenty odnoszące się do tzw. ancillary copyright, czyli właśnie do tzw. podatku od linków. Chodzi o propozycję prawa, które miałoby zapewniać wydawcom prasy wynagrodzenie za to, że fragmenty ich treści trafiają do agregatorów i wyszukiwarek. To prawo odniosło już dwukrotną porażkę (w Niemczech i w Hiszpanii), ale Komisja Europejska i tak chce jego wprowadzenia.

Mathias Schindler poprosił o wszelkie dokumenty na ten temat - projekty, notatki, badania, zapisy posiedzeń, listy do komisarzy itd. Wniosek odnosił się do dokumentów wydanych po 20 lipca 2015 roku.

Nie dla psa kiełbasa!

Komisja Europejska trochę zwlekała z przekazaniem dokumentów. Mathias Schindler uprzejmie się o nie upominał, wyrażając nawet wdzięczność za przepiękne odpowiedzi automatów.

We wrześniu Schindler otrzymał pierwszy zestaw dokumentów. Potem stopniowo otrzymywał kolejne, a ostatnia najciekawsza partia informacji przyszła 17 lutego (czyli długo po złożeniu wniosku).

Przekazane dokumenty stanowiłyby bardzo ciekawą lekturę gdyby nie zasłonięto pewnych istotnych elementów. W niektórych miejscach zasłonięte są tylko adresy e-mail albo dane osobowe, ale np. w tym dokumencie zamazano kolorem szarym istotne informacje.

za i więcej (zdecydowanie warto!) tutaj